Emblemata

Wiele, oj wiele czasu minęło od ostatniego wpisu. Jednakże ostatni semestr i sesja były tak intensywne, że kiedy pewnego dnia wstaliśmy rano i okazało się, że nie musimy nic robić długo nie mogliśmy powrócić do robienia czegokolwiek 😉 Teraz jednak, na półmetku wakacji, w ramach ostrożnej, eksperymentalnej rozgrzewki przed kolejnym semestrem oddajemy w wasze ręce ten oto wpis.

Ludzie już od dawien dawna wierzyli, że każdą rzecz i każde pojęcie da się wyrazić nie tylko słowem, ale też znakiem czy obrazem. Szybko okazało się, że rządzi nami szczególne upodobanie do zestawiania pojęć i obrazów przejawiające się najpierw w herbach i zawołaniach a potem w różnorodnych godłach, symbolach i alegoriach. Jedną z związanych z tym rzeczy, które zrobiły międzynarodową karierę były emblematy.

Emblemat to kompozycja literacko-obrazowa posługująca się przedstawieniem danego przedmiotu w celu wyrażenia pojęcia, idei lub czynności. Miał on przedstawiać idee moralizatorskie, religijne lub polityczne, szybko okazało się jednak, że ma o wiele więcej zastosowań i można wyodrębnić więcej grup tematycznych np. emblemata sacra, phisica, historica et mithologica, heroica, moralia czy amatori. Kluczem było zestawianie przedmiotów w zagadkowy (na pierwszy rzut oka) sposób, co zmuszało odbiorcę do wysiłku intelektualnego. Emblemat składa się z trzech częścihasła (lemma / motto), rysunku (ikon / pictura / imago) i wierszowanego wyjaśnienia (najczęściej w epigramacie). Emblematy były znane od starożytności ale największą popularnością cieszyły się, jak nietrudno zgadnąć, w renesansie i baroku. A wszystko zaczęło się w roku 1531, kiedy to wydano dzieło Emblematum liber, którego autorem był Andrea Alciato (Alciati) (kolejne wydania – 1534 Emblematum libellus i 1546 Emblemata). To właśnie od tytułu jego prac wziął swoja nazwę cały gatunek. Dzieła Alciatiego były wciąż wznawiane, jak grzyby po deszczu powstawały też kolejne zbiory emblematów np. Le Théâtre des Bons Engins Guillaume’a de La Perrière czy Book of Emblems George’a Wither. Na gruncie polskim emblematami zajmowali sie m. in. Mikołaj Rej – Źwierzyniec, Fredro – Peristromata Regum, Morsztyn – Emblemata, Lubomirski – Adverbium moralium sive de virtute et fortuna libellus W okresie swojego największego rozwoju emblematyka była  uważana wręcz za naukę. Przyczyniła się do wzbogacenia wielu dziedzin sztuki od teatru po malarstwo.

Andrea Alcatio, Emblematum liber, 1531.

Bracia de Bry, Emblemata Saecularia, 1592.

Peter Is(s)elburg, XVIII w.

Francisco Pona, Cardiomorphoseos sive ex corde desumpta emblemata sacra, 1645.

image2326

Emblematy ze stalli w katedrze pelplińskiej, XVII w.

Emblematyka, ikonologia i hieroglifika. Pojęciami pokrewnymi do emblematyki są ikonologia i hieroglifika, nie należy ich jednak ze sobą mieszać. Tak jak emblematyka także ikonologia miała swojego ojca – był nim Cesare Ripa, spod którego pióra wyszła Iconologia. Ona również dała nazwę gatunkowi, była dziełem kompletnym – tylko ją wznawiano, nie naśladowano. Ikonologia, w odróżnieniu od emblematyki dobiera znaki do pojęć i posługuje się tylko obrazami ludzi tworząc alegorie. Emblematyka natomiast dobiera znaki do konkretnych osób lub ogólnych pojęć posługując się obrazami przedmiotów, zwierząt i roślin (pojawiają się także ludzie, jednak ich rola jest zmarginalizowana). Emblemat jest kompletnie sztucznym tworem, którego wygląd i treść zależy tylko od układającego i może być ciągle zmieniana. Hieroglifika wyrosła na bazie popularności hieroglifów, które stały się modne po odnalezieniu w XV w. późnoantycznego dzieła Hieroglyphica przypisywanemu Horapollinowi. Traktaty hieroglificzne były swoistymi słownikami symboli, w zamyśle tłumaczącymi autentyczne egipskie znaki, przemieszanymi jednak z symboliką średniowieczną, biblijną, alchemiczną i z czymkolwiek metafizycznym co wpadło autorowi do głowy 😉 Najbardziej znane dzieło tego gatunku popełnił Piero Valeriano i nosiło ono tytuł Hieroglyphica sive de sacris Aegyptiorum litteris commentari.

Cesare Ripa, Amicitia, Iconologia, 1603.

Daniel Heinsius, emblemat, 1601.

Georgette de Montenay, Emblematum christianorum centuria / Cent emblemes chrestiennes, 1584.

k.

 

Literatura:

W. Tatarkiewicz, Estetyka nowożytna, Wrocław 1967

Emblemat [w:] Słownik literatury staropolskiej, red. T. Michałowskiej, Wrocław 1998

Emblemat [w:[ Słownik terminologiczny sztuk pięknych, red. S. Kozakiewicz, Warszawa 1969

Reklamy

Łowcy we Wrocławiu

W zasadzie wypad ten nie był sosrębową inicjatywą – jechaliśmy z naszym kołem  naukowym na ogólnopolską sesję SHSu o przemianach w sztuce średniowiecza – ale w wyjeździe tym brała udział cała nasza ekipa, zatem czujemy się usprawiedliwieni tym wpisem;)

We Wrocławiu spędziliśmy cztery dni. Cztery BARDZO intensywne dni. Próbowaliśmy karkołomnie połączyć obecność na wykładach z godzinami otwarcia muzeów, co koniec końców się udało (nie zawsze udało się tylko z dniami bezpłatnych wejść, ale jeśli macie więcej czasu da się tak odwiedzić w zasadzie wszystkie placówki), jakkolwiek kościoły musieliśmy zwiedzać już po zmroku.

Portal Ołbiński, kościół św. Marii Magdaleny)

Portal Ołbiński, kościół św. Marii Magdaleny.

Sztuka śląska zdecydowanie przypadła nam do gustu – Wrocław oferuje ogromne zbiory sztuki średniowiecznej. Nie mogliśmy napatrzeć się na późnogotyckie detale architektoniczne, szczególnie na pyszniące się astwerkami i żabkami portale w Ratuszu (przy czym słowo „pyszniące” jest tu jak najbardziej na miejscu) i bogato rozczłonkowane bryły kościołów. Absolutnym hitem okazała się sztuka romańska, której w naszych okolicach jest jak na lekarstwo – np. Prorok z Biestrzykowa, tympanon z kościoła św. Wincentego na Ołbinie (oba w MN) i portal ołbiński przeniesiony do katedry św. Marii Magdaleny. Zaskoczyły nas „przyklejone” do zewnętrznych ścian kościołów późnogotyckie i wczesnonowożytne kamienne epitafia.

Polichromia (Ratusz); epitafium z precelkami (XVI w.) (MArchit.); karty do gry (XVI w.) (MHist.).

Polichromia (Ratusz); epitafium z precelkami (XVI w.) (MArchit.); karty do gry (XVI w.) (MHist.).

Jeśli ktoś gustuje w sztuce późniejszej także ma co we Wrocławiu zwiedzać – budynek Ossolineum, barokowa Aula Leopoldina, secesyjne kamienice przy rynku, Hala Stulecia to tylko niektóre atrakcje.

Aula Leopoldina (XVIII w.) (MUniw.)

Aula Leopoldina (XVIII w.) (MUniw.)

Dużo czasu spędziliśmy w muzeach i o nich możemy powiedzieć najwięcej. Z kilku oddziałów Muzeum Miejskiego najbardziej przypadły nam do gustu Muzeum Historyczne w Pałacu Królewskim oraz Muzeum Sztuki Cmentarnej. Pierwsze z nich ma do zaoferowania, oprócz malarstwa i pokaźnych zbiorów rzemiosła artystycznego, także zaaranżowane wnętrza pałacowe. Dodatkowo atrakcją jest już sam Pałac. Z dotarciem do Muzeum Sztuki Cmentarnej, czyli Starego Cmentarza Żydowskiego mieliśmy pewne problemy (zapewne wynikało to z naszej nieznajomości miasta, ale kiepskie oznaczenia też nie pomagały, miejcie zatem oczy szeroko otwarte) jednak samo miejsce wynagrodziło wszystkie trudy. Muzeum Archeologiczne posiada całkiem zgrabne zbiory broni i biżuterii (szkoda tylko, że zbyt często można natknąć się na tabliczkę z napisem „kopia”) natomiast połączone z nim Muzeum Militariów można sobie spokojnie darować (chyba, że jesteście entuzjastami broni z okresu obu wojen światowych i późnych szabli).

Grobowiec w Muzeum Sztuki Cmentarnej.

Grobowiec w Muzeum Sztuki Cmentarnej (XIX w.).

Muzeum Architektury (jedyne w kraju) warto odwiedzić ze względu na relikty architektury romańskiej (wyeksponowane w całkiem ciekawy sposób) oraz gotyckie detale. Sporą część wystawy zajmują obiekty związane z wyposażeniem wnętrz – kafle, witraże a nawet urocza kolekcja klamek i zamków do drzwi, na podstawie której można prześledzić ewolucję tych obiektów 🙂 (przyznajemy, że większą cześć ekspozycji poświęconą architekturze współczesnej ominęliśmy). Plusem tej placówki jest jej siedziba – gotyckie wnętrza dawnego klasztoru bernardynów oraz to, że czynne jest nawet do 19 ^-^. Muzeum Uniwersytetu Wrocławskiego potraktowaliśmy bardziej jako ciekawostkę, ale jesteśmy pod wrażeniem jego nowoczesności (poza tym mają naprawdę ładne bilety ^-^).

Fragment polichromii w Muzeum Archritektury; korona ze Skarbu średzkiego (XIV); manuskrypt stworzony stopą (XVI)

Fragment polichromii (MArchrit.); korona ze Skarbu średzkiego (XIV w.) (MN); manuskrypt stworzony stopą (XVI w.) (MN).

Jedyne co bardzo nas we Wrocławiu rozczarowało to Muzeum Archidiecezjalne (mające, na marginesie, bardzo ciekawe zbiory) – żeby zobaczyć Madonnę Cranacha trzeba dopłacić, etykiety z podpisami to zwykłe wydrukowane kartki przyklejone na taśmę do ściany (z poprawkami długopisem), praktycznie wszyscy autorzy dzieł pozostali niezidentyfikowani. Obowiązkowy pokój papieski zrozumieliśmy, ale ławki do modlitwy w sali ekspozycyjnej kompletnie nas zaskoczyły. Wszystko to zbladło jednak, kiedy z głośników ryknął głos zakazujący robienia zdjęć (jesteśmy historykami sztuki a nie wiemy jak się zachować – tego właśnie się dowiedzieliśmy). Dość obcesowo potraktował nas też pan oprowadzający akurat wycieczkę, zwracając nam uwagę na to, że torby powinny zostać w szatni. Na swoją obronę dodamy, że informacji na temat powyższych zakazów nie otrzymaliśmy, a naklejka z zakazem fotografowania (umieszczona dopiero w którejś z sal) mówiła bardziej o zakazie używania flesza. Nie chciałabym być w skórze złodzieja złapanego tam na gorącym uczynku 🙂

Przyjazne aparaty w MN.

Przyjazne aparaty w Muzeum Narodowym.

O ile inne było odwiedzone zaraz po nim Muzeum Narodowe. Z miejsca podbiło nasze serca przyjaznym dla zwiedzających klimatem (chociaż czasami układ sal grozi dezorientacją). Zbiory sztuki śląskiej i europejskiej są solidne i interesujące, muzeum oferuje także pokaźną kolekcję współczesnej sztuki polskiej. Wprawne oko wyłapie tu mnóstwo niezwykłych okazów, np. portret z mechanizmem poruszającym oczami (XVII w.) czy manuskrypt stworzony stopami przez kalekiego skrybę (XVII w.), mieliśmy też okazję obejrzeć Skarb ze Środy Śląskiej.

Bartholomeus Strobel Mł,, Portret Johanna Vogta (1628) (MN); szafa (XV w.) (MN); epitafium (XVI w.) (MHist.).

Bartholomeus Strobel Mł,, Portret Johanna Vogta (1628) (MN); szafa (XV w.) (MN); epitafium (XVI w.) (MHist.).

Czas spędzony we Wrocławiu zaowocował także, całkiem nieoczekiwanie, licznymi sosrębowymi zdobyczami.

Klamra od pasa; jabłko na piżmo, Michael Scholtz (1685); anioł ze stall kościoła klasztornego Cystersów w Lubiążu,Mathias Steinl (1681 - 1696).

Rozetkowe motywy – klamra od pasa (MArcheo.); Michael Scholtz, jabłko na piżmo (1685) (MN); Mathias Steinl, anioł ze stall kościoła klasztornego Cystersów w Lubiążu (1681-1696) (MN).

P1260904-vert

Polichromie na drewnie (XV i XVI w.) (MHist. i MArchit.)

Nie zabrakło z nami Franka 😉

DSC_0276-horz

Franek pozdrawia z MN.

k.

Triumfy gdańskie

Wizyta króla lub wysoko postawionej persony była dla każdego miasta ważnym wydarzeniem. Nie inaczej było w Gdańsku – kiedy przybywał król, sam lub z małżonką albo tylko ona (jeszcze lepiej, jeśli wizyta zbiegała się w czasie z zaślubinami, koronacją lub narodzinami potomka), organizowano wjazd triumfalny, któremu towarzyszyły liczne ceremonie i spektakle. Dzięki nim miasto i wspólnoty miejskie mogły się właściwie zaprezentować i podkreślić swój prestiż, była to także okazja do działań dyplomatycznych (np. skłonienie do nadania przywilejów, korzystnych umów, pokoju).

Bartholomaus Milwitz, Wjazd królowej Ludwiki Marii Gonzagi do Gdańska, 1646.

Wilhelm Hondius, Brama triumfalna z okazji ślubu króla Władysława IV Wazy z Ludwiką Marią Gonzagą, 1646.

 

Wjazdy triumfalne odbywały się w Gdańsku na Trakcie Królewskim – od Bramy Wyżynnej, przez ulicę Długą do Długiego Targu. Na początku przeważnie wręczano klucze do miasta i wygłaszano mowy pochwalne, po czym ruszano traktem mijając kolejne atrakcje i odbierając hołdy. Na trasie przemarszu ustawiano bogato dekorowane, tymczasowe bramy triumfalne o drewnianej konstrukcji, na których często występowali aktorzy lub muzycy. Do ich budowy i dekoracji zatrudniano czołówkę twórców gdańskich (np. Izaak van der Blocke). Dodatkowe atrakcje stanowiły opery, maskarady, żywe obrazy, turnieje, pokazy tańców (także w wykonaniu cechów, największym powodzeniem cieszyły się występy kuśnierzy i cieśli), popisy akrobatyczne, dialogi inscenizowane, fajerwerki czy konkurs wspinania się na maszt, na którego szczycie czekała nagroda. Każdej z takich uroczystości towarzyszyły pamiątkowe ilustrowane druki z opisami.

P. Bock, Brama triumfalna na wjazd Jana III do Gdańska, 1677.

Brama triumfalna z Atlasem i Herkulesem (Arcus Gratiae et Pacis) wystawiona w Gdańsku na cześć Ludwiki Marii Gonzagi w 1646 roku, Jeremiasz Falck wg Adolfa Boya, 1646.

Organizatorom uroczystości nie brakowało fantazji, o czy mogą świadczyć dwa przykłady. Z okazji wizyty Ludwiki Marii Gonzagi, małżonki Władysława IV Wazy, w 1646 r. wzniesiono bramę (oczywiście nie jedyną) nazwaną Arcus Gratiae et Pacis  – na postumentach dekorowanych emblematami ustawiono figury Atlasa i Herkulesa dźwigające panoramę Gdańska, nad którą rozpościerał się tęczowy łuk, pod panoramą na kwiatowej girlandzie z amorkiem zawieszono czterowiersz z alegorycznym portretem króla. Atrakcją bramy było to, że dzięki mechanizmom i ukrytym w środku ludziom figury Atlasa i Herkulesa poruszały się i przemawiały po łacinie i francusku. Wieczorem natomiast zorganizowano pokaz fajerwerków – na scenie ustawiono cztery piramidy oplecione laurem, między nimi trzy baseny, w których pływały syreny i wielobarwne serca. W środku znajdowała się  figura Wenus na kwadrydze i Herkules walczący z hydrą i Cerberem. Za nimi stała sosna ze złotymi i srebrnymi szyszkami – drzewo stanęło w płomieniach, kiedy  zleciały na nią dwa błyszczące orły. W tym czasie hydra i Cerber okładane herkulesową maczugą (głośno przy tym rycząc) eksplodowały racami. Następnie spłonął Herkules z resztą menażerii, ognia uniknęła tylko Wenus, nad którą rozbłysł napis Vive le Roy, Vive la Royne.

Fajerwerk gdański z okazji koronacji Jana III Sobieskiego, 1677.

J. M. Gockheller, Widok gdańskiego fajerwerku z okazji koronacji Michała Korybuta Wiśniowieckiego

Uroczystości tego typu odbywały się w wielu miejscach, jednak skala i poziom artystyczny triumfów gdańskich nie mają swoich odpowiedników w sztuce Rzeczypospolitej.

 

k.

Bibliografia:

M. Kaleciński, Mity Gdańska. Antyk w publicznej sztuce protestanckiej Res Publiki, Gdańsk 2011

 

Dolnośląskie perły protestanckiej architektury drewnianej – (Głogów), Jawor, Świdnica

Były trzy, do czasów obecnych przetrwały tylko dwa. Mowa oczywiście o ewangelicko-augsburskich domach modlitwy zwanych Kościołami Pokoju (niem. Friedenskirche). Świątynie te są unikatowymi zabytkami barokowej architektury drewnianej Dolnego Śląska i jako zespół obiektów od 2001 r. znajdują się na Liście Światowego Dziedzictwa UNESCO.

Wnętrze Kościoła Pokoju w Świdnicy – widok na prospekt organowy

Nazwa, którą przyjęło się określać te budowle, odnosi się bezpośrednio do okoliczności, których następstwem było ich wzniesienie. Kościoły Pokoju w Głogowie, Jaworze i Świdnicy zostały powołane do życia na mocy pokoju westfalskiego, kończącego wojnę trzydziestoletnią (1618-1648) pomiędzy Unią Protestancką a Ligą Katolicką. Dotychczas luteranie zamieszkujący Śląsk, gdzie władza sprawowana była przez cesarza Ferdynanda III Habsburga, zmuszeni byli podjąć decyzję o emigracji lub konwersji na katolicyzm. Mimo wygłoszonego w 1648 r. postanowienia, dopiero po czterech latach za sprawą nacisków ze strony szwedzkiego króla, protestanci otrzymali oficjalną zgodę na rozpoczęcie budowy domów modlitwy we wspomnianych miejscowościach.

Wszystkie trzy kościoły powstały w 2 poł. XVII wieku, a ich wygląd i lokalizacja były ściśle podporządkowane szeregowi wymogów postawionych przez cesarza. Świątynie nie mogły znajdować się w obrębie murów miasta, jednak niedopuszczalne było oddalenie większe niż zasięg strzału armatniego. Co więcej, do ich wzniesienia mogły zostać wykorzystane jedynie materiały o niskim stopniu trwałości, takie jak glina, piasek, drewno i słoma. Miało to na celu umożliwić szybkie wyburzenie świątyni w przypadku próby zajęcia budowli przez wrogie oddziały. Swoim wyglądem musiały się różnić od tradycyjnych kościołów. Z tego też względu Kościoły Pokoju pozbawione były wież i dzwonnic. Także wznoszenie szkół parafialnych w obrębie świątyni było surowo zabronione. Kolejnymi warunkami był wymóg ukończenia prac w przeciągu roku oraz konieczność opłacenia wszystkich kosztów związanych z budową z budżetu wiernych.

Kościół Pokoju w Świdnicy – widok na strop i empory

Pierwszy Kościół Pokoju stanął w 1652 r. w Głogowie. Świątynia nie zachowała się do czasów obecnych, a jej wygląd znany jest na podstawie XVII-wiecznych rycin. Niska wytrzymałość materiałów, z których została wzniesiona sprawiła, że dom modlitwy zawalił się w 1654 r. podczas silnej wichury. Odbudowany w 1655 r. głogowski Kościół Pokoju zwany także „Bożą Strzechą” służył zborowi przez ponad sto lat, kiedy to w 1758 r. doszczętnie spłonął podczas pożaru, jaki wybuchł w mieście.

Rycina przedstawiająca niezachowany Kościół Pokoju w Głogowie

Panorama XVII-wiecznego Głogowa, w prawym górnym narożniku znajdujący się poza obwarowaniami miejskimi Kościół Pokoju, tzw. Boża Strzecha

Przy wznoszeniu Kościołów Pokoju zastosowanie znalazła konstrukcja słupowo-ramowa. W rozwiązaniu tym na szkielet ścian składa się układ słupów wspartych na kamieniach lub podwalinie. Od góry konstrukcja zamknięta jest oczepem,
a całość dodatkowo wzmocniona zespołem poziomych rygli i ukośnych zastrzałów. Utworzone w ten sposób prześwity w konstrukcji szkieletu zasklepiano różnymi materiałami. W przypadku Kościołów Pokoju powstałe w ten sposób pola wypełnione były drewnianym rusztem, obrzucone gliną i na koniec otynkowane.

Schemat przedstawiający konstrukcję szkieletową ścian w budownictwie drewnianym, zwaną także słupowo-ramową lub ryglową

Zarówno Kościół Pokoju w Jaworze, jak i w Świdnicy są projektu wrocławskiego inżyniera wojskowego Albrechta von Säbisch (1610-1688), natomiast za postęp prac budowlanych odpowiedzialny był jaworski mistrz ciesielski Andreas Gamper. Oba domy modlitwy przetrwały do chwili obecnej i są udostępniane zwiedzającym.

Jaworski dom modlitwy był drugim w kolejności Kościołem Pokoju, na którego budowę zezwolił Ferdynand III Habsburg. Wybudowany został w latach 1654-1655, a 23 grudnia 1655 r. nastąpiło jego uroczyste poświęcenie i nadanie wezwania Ducha Świętego. Świątynia ta, w typie trójnawowej bazyliki, wzniesiona została na planie prostokąta z trójboczną apsydą na osi nawy głównej. W północno-wschodnim narożniku dobudowana została w 1704 r. zakrystia. Główne wejście prowadzi przez dzwonnicę, która w wyniku złagodzenia przepisów została dopuszczona do realizacji w 1707 r. Wieża przylega do elewacji od strony południowej i zwieńczona jest barokowym hełmem. Budowla przekryta jest dwuspadowym dachem (nad nawą główną) i dachami pulpitowymi (nad nawami bocznymi).

Kościół Pokoju w Jaworze – widok na południową elewację z dzwonnicą

Wnętrze jaworskiego Kościoła Pokoju sprawia wrażenie przestrzennej, monumentalnej hali, która może pomieścić do 6 tysięcy osób. Utrzymane jest w biało-niebieskiej kolorystyce stropu, ścian i detali architektonicznych. Strop zdobią kasetony utworzone z krzyżujących się ze sobą listew, wewnątrz których wymalowane zostały rozety. Przestrzeń dla wiernych została zwiększona przez cztery kondygnacje empor, których parapety zdobi dekoracja malarska. Pierwotny projekt zakładał tylko dwa poziomy, lecz już w XVII wieku konieczne było zwiększenie ich liczby. Empory wsparte są na czternastu filarach zakończonych kapitelami. Malowidła na emporach miały pełnić rolę biblii pauperum, stanowić wizualne uzupełnienie treści kazań. Na parapetach II i IV kondygnacji w kwadratowych polach wymalowane są sceny z kolejno Nowego i Starego Testamentu, a każde z malowideł opatrzone cytatem z Pisma Świętego stanowiącym do niego komentarz. Dekoracja ta przypisywana jest warsztatowi Georga Fligela, podczas gdy autorstwo malowideł na pozostałych emporach, tj. I i III poziomu  jest nieznane. Inspiracją dla anonimowych twórców były pejzaże i motywy heraldyczne. Opisując Kościół Pokoju w Jaworze nie wolno nie wspomnieć o ołtarzu z 1672 r. wykonanym według projektu Michaela Schneidera oraz o ambonie autorstwa Matthiasa Knote z 1670 r.

Wnętrze Kościoła Pokoju w Jaworze – widok na ołtarz i ambonę

Wnętrze Kościoła Pokoju w Jaworze – widok na organy, ambonę i empory

Jako ostatni wzniesiony został Kościół Pokoju w Świdnicy. Prace nad budową świątyni, która poświęcona została Świętej Trójcy, trwały w latach 1656-1657. Projekt powierzony został znanemu z realizacji w Jaworze architektowi, Albrechtowi von Säbisch, zaś nad jego wykonaniem czuwali mistrzowi ciesielscy Andreas Gamper, wspomagany przez Kaspara Königa oraz mistrz murarski Heinz Zöllner.

Świdnicki Kościół Pokoju to bazylika założona na planie krzyża. Podzielony jest na cztery hale: Halę Ołtarzową (od wschodu), Halę Zmarłych (od zachodu), Halę Polną (od północy) oraz Halę Ślubów (od południa). W południowym ramieniu transeptu znajduje się ponadto przeszklona loża książęca Hochbergów wybudowana w 1698 r.  Loża powstała jako wyraz wdzięczności dla hrabiego Johanna Heinricha von Hochberg, który przekazał na budowę domu modlitwy 2/3 potrzebnego drewna. Na stropie nad poszczególnymi halami wymalowane zostały sceny zaczerpnięte z Apokalipsy św. Jana. Są to wyobrażenia Niebiańskiego Jeruzalem, Boga Ojca z 24 starcami, Sądu Ostatecznego oraz Upadku Miasta Babilon. Centralną część stropu zajmuje natomiast przedstawienie Trójcy Świętej. Dekoracja malarska stropów jest dziełem dwóch miejscowych malarzy – Chrystiana Sussenbach i Chrystiana Kolitschky.

Kościół Pokoju w Świdnicy – widok od wschodu

Loża rodu Hochberg w Hali Ślubów Kościoła Pokoju w Świdnicy, 1698 r.

Na wyposażenie świdnickiej świątyni składają się ołtarz (1752 r.) oraz ambona (1729 r.) wykonane przez pochodzącego z Drezna Gottfrieda Augusta Hoffmanna, a także organy wybudowane przez firmę Gottfrieda Klose z Brzegu w latach 1666-1669. Ołtarz zdobi zespół figur przedstawiających Mojżesza, arcykapłana Aarona, Jezusa, Jana Chrzciciela oraz apostołów Piotra i Pawła. Kazalnica natomiast przystrojona jest alegoriami Wiary, Nadziei i Miłości.

Wnętrze Kościoła Pokoju w Świdnicy – widok na ambonę i ołtarz

Kościoły Pokoju należą do największych drewnianych obiektów o funkcjach sakralnych w Europie. Z zewnątrz stosunkowo proste, pozbawione zdobień, kryją w sobie bogactwo i przepych, charakterystyczne dla stylistyki baroku. W świątyniach tych relacja słowa i obrazu jest szczególnie silna i uwypuklona. Na podstawie wnętrz domów modlitwy w Jaworze i Świdnicy możemy próbować sobie wyobrazić, jak wyglądał wystrój głogowskiej „Bożej Strzechy”. Niewątpliwie Kościoły Pokoju są pomnikiem historii o wysokich walorach estetycznych i jako takie w 2001 roku zostały objęte ochroną podczas obrad Komitetu Światowego Dziedzictwa UNESCO w Finlandii.

Ława w Kościele Pokoju w Świdnicy zdobiona heraldycznym kartuszem

kgiz

W oparciu o: G. Ruszczyk, Architektura drewniana w Polsce, Warszawa 2009

Boże Narodzenie

Łowcy Sosrębów życzą wszystkim wesołych świąt Bożego Narodzenia:)

Mozaika z Capella Palatina w Palermo, ok. 1150.

Kapitel z Saint-Pierre, Chauvigny, XII w.

Codex Bruchsal, ok. 1220.

Conrad von Soest, ołtarz z kościoła św. Mikołaja, 1403.

Rogier van der Weyden, Tryptyk Bladelina, 1445-50.

Geertgen tot Sint Jans, Narodziny, 1490.

Sandro Botticelli, Pokłon Trzech Króli, ok. 1475.

Angelo Bronzino, Pokłon pasterzy, 1539-40.

Herman Han, Pokłon Pasterzy, 1618.

Georges de La Tour, Pokłon pasterzy, ok. 1645.

Charles Le Brun, Pokłon pasterzy, 1689.

Jean-Baptiste Marie Pierre, Narodziny, 2 poł. XVIII w.

Paul Gauguin, Dzieciątko, 1896.

Meble w XVIII wiecznej Szwecji.

Licencjat czy nie, na zajęcia trzeba chodzić… i bardzo dobrze. Nierzadko są one dla nas źródłem pomysłów na nowe notki. Temat dzisiejszego fakultetu z meblarstwa zainspirował mnie i wręcz urzekł. Zapraszam zatem do „XVIII wiecznej IKEI”.

II wojna północna (1655-1660) była impulsem i źródłem dostarczającym inspiracje szwedzkim artystom. Problem z rozwojem sztuki w Szwecji polegał na stosunkowo małej ilości arystokracji w porównaniu do liczebności chłopstwa czy mieszczaństwa. Brakowało zatem zleceniodawców na tak zwaną „wysoką sztukę” rozwijającą się prężnie zwłaszcza w zachodniej Europie. Twórcy czerpali więc pełnymi garściami z dorobku artystycznego Anglii czy północnych Niemiec.

Angielskie krzesła typu chippendale.

Szwedzka sofa inspirowana stylem chippendale.

Od ok. 1700 roku następuje rozwój meblarstwa, które charakteryzowało się białą polichromią olejną (przykładowo we Francji czysta biel w polichromii nie występowała był, to raczej kolor kości słoniowej).

Krzesło wzorowane na angielskim chippendale.

Pokrywanie polichromią uwarunkowane było tym, że do wyrobu mebli Szwedzi używali gatunków drewna uważanych powszechnie za „podły”, np. drewna sosnowego w meblach zachodnio-europejskich używanego jedynie do celów konstrukcyjnych. Jednego natomiast meblom szwedzkim odmówić nie można – komfortu ich użytkowania. W przeciwieństwie do np. ciężkich i dekoracyjnych mebli francuskich te charakteryzowały się lekkością, wygodą (tapicerka często zastępowana była poduszkami).
W meblarstwie francuskim często spotykamy się z blatami wykonanymi z marmuru.

Komoda francuska z marmurowym blatem.

Twórcy mebli w Szwecji znakomicie potrafili naśladować materiały szlachetne. Często spotykamy się z polichromią naśladującą marmur (zgodnie z modą francuską).

Polichromia naśladująca marmur.

Komoda z blatem naśladującym marmur.

Polichromowana konsola gustawiańska (styl od imienia władcy szwedzkiego).

Z powodu zimnego klimatu wnętrza mieszczańskie były w Szwecji stosunkowo małe i niskie co ułatwiało ich ogrzanie. Wiązało się to jednak również z ograniczoną przestrzenią w pomieszczeniach. Z Anglii (pierwszy taki powstał w Niderlandach) przedostał się do Skandynawii pomysł na stół ze składanym blatem w wielu różnych wariacjach.

W 2 poł XVIII w. pojawiają się w końcu bardzo praktyczne stoły „kombinowane”. Charakteryzowały się tym, że można je było składać i rozkładać w zależności od potrzeby właściciela. Jak działały zobaczyć można na poniższych zdjęciach.

Stół złożony.

Dodając dodatkowe części uzyskać można było dłuższy stół owalny.

Bądź skorzystać z połowy blatu jako konsoli ustawionej pod ścianą. Prosto, ładnie, praktycznie.

Kolejną cechą meblarstwa szwedzkiego była jego wielofunkcyjność. Przykładem tego mogą być szuflady umieszczone np. pod blatami stołów. Służyły one do schowania drobiazgów, które właściciel chciał mieć pod ręką (we Francji do chowania bibelocików tworzone były osobne meble, szuflady przy stołach nie występowały).

Ostatnią bardzo charakterystyczną cechą tego meblarstwa, którą chcę tutaj przytoczyć są występujące na nóżkach (o przekroju kwadratu) i szufladach kanelury (pionowe lub poziome). W tym czasie występowały one jedynie w  meblach szwedzkich i były przejawem (spolszczając szwedzką nazwę) klasycyzmu gustawiańskiego.

Mimo tego że wyroby artystów szwedzkich nie były najlepszej jakości (trafiały do zamożnych chłopów i mieszczan) nie można im odmówić lekkości i sympatycznej naiwności. Co ciekawe spora ilość tych właśnie XVIII- XIX wiecznych mebli znajduje się w szwedzkich antykwariatach (gdzie zabytkowe meble traktuje się wręcz z pietyzmem) i czeka na szczęśliwego kupca z grubym portfelem.  😉

b.

Co Łowcy w Pelplinie znaleźli

Prace licencjackie się piszą. I zmuszają nas do ruszenia się zza biurka na wyprawy badawcze.

Pelplin przywitał nas chłodno – w przenośni i dosłownie (naprawdę było zimno). Z powodu ingresu biskupiego katedra pełna, muzeum zamknięte. Cóż robić, w oczekiwaniu zwiedziliśmy miasto wzdłuż i wszerz. Znajdując po drodze, a jakże, rozetki do kolekcji:).

SAM_0645

Zziębnięci i znużeni czekaniem na koniec uroczystości wmieszaliśmy się w tłumy w katedrze rozpoczynając dyskretne zwiedzanie. Katedra Wniebowzięcia NMP pierwotnie wchodziła w skład zakonu Cystersów. Oprócz niej zachowała się część zabudowań zakonnych skupionych wokół czworobocznego wirydarzu. Cystersi zostali sprowadzeni przez księcia Mszczuja II i w Pelplinie rezydowali od 1276. Pierwotnie mały kompleks rozrósł się do opactwa z prawdziwego zdarzenia podczas rozbudowy zaczętej w 2. poł. XIV w. Świątynia zyskała nowy wystrój w XVII i XVIII w., a wieku XIX została odnowiona i regotyzycowana. Katedra jest trójnawową bazyliką z pięcioprzęsłowym korpusem nawowym, dwuprzęsłowym transeptem i czteroprzęsłowym, zamkniętym prostokątnie prezbiterium. We wnętrzu stworzono iluzję ambitu poprzez ustawienie ołtarza głównego pomiędzy drugą  parą filarów.

Katedra Wniebowzięcia NMP w Pelplinie.

Wystrój katedry pochodzi głównie z XVII wieku. W ołtarzach znajdują się obrazy stworzone przez czołowych twórców baroku pomorskiego – Hansa KriegaBartłomieja StroblaAndrzeja Stecha i przede wszystkim Hermana Hana -twórcę Koronacji z ołtarza głównego. Herman Han jest twórcą nowej formuły Koronacji z przedstawieniem Kościoła Tryumfującego w Niebie i Wojującego na Ziemi. Jego malarstwo cechował miękki modelunek i delikatność faktury. Pozostając pod wpływem Caravaggia i jego niderlandzkich naśladowców jako jeden z pierwszych zastosował na gruncie polskim wyrazisty światłocień, o czym świadczy pełen uroku Pokłon Pasterzy z predelli tego samego ołtarza.

Ołtarz główny, Katedra w Pelplinie, 1623-24.

Herman Han, Koronacja Najświętszej Marii Panny, 1623-1624.

Herman Han, Pokłon Pasterzy, 1618.

 

Oprócz barokowych ołtarzy zachowały także się późnogotyckie stalle.  Na uwagę zasługuje sarmacki portret trumienny, podstawa ambony z Samsonem walczącym z lwem oraz piękny barokowy konfesjonał. Warto także odszukać rozsiane po wnętrzu emblematy prezentujące prawdy wiary.

image2316

image2338

image2325-horz

image2326

Natomiast w przylegających krużgankach zachował się fresk ze sceną Ukrzyżowania (XIV w.),  manierystyczne ławy oraz cykl obrazów autorstwa Stecha i jego warsztatu.

Na katedrze Pelplin się nie kończy – jest jeszcze Muzeum Diecezjalne. Zgromadzono w nim głownie sztukę średniowieczną z naciskiem na rzeźbę. Malarstwo najokazalej prezentuje poliptyk z Torunia oraz sporych rozmiarów Biczowanie. Wśród zbiorów wyróżniają się dwie Madonny szafkowe oraz dzieła złotnicze – kielichy, krzyże relikwiarzowe i monstrancje.

image2450

image2447-vert

Główny bohater ekspedycji – krzyż relikwiarzowy z kościoła św. Jakuba w Toruniu, ok. 1400.

 

 

k.