Viri illustres

Neun Gute Helden, ratusz w Kolonii, XIV w.

Szukałam ostatnio w sieci dodatkowych informacji na temat motywu Viri Illustres, czyli Sławnych Mężów, jednak szybko okazało się, że po kilku linijkach temat właściwie się wyczerpał. Nie można tak tego zostawić, dlatego powstał ten wpis. Fajnie tak sobie uzupełniać internety ^^’

Motyw ten jest ważny (głównie dlatego, że pisze o nim magisterkę ^^, ale też) dla sztuki – jego klasyczna wersja pojawia się często w dziełach renesansowych i barokowych, a średniowieczna odmiana była szalenie popularna w swojej epoce. Oprócz dekoracji przedmiotów codziennego użytku był bardzo ważnym elementem wymowy ideologicznej ratuszy miejskich i sal sądowych. Ponieważ ciężko omawiać ten motyw bez obszernych studiów konkretnych przypadków skupimy się na jego pochodzeniu i rozwoju.

Hendrik Goltzius, Marek Kurcjusz, Rzymscy Bohaterowie, 1586.

Aby mówić o motywie Viri Illustres, potrzebny jest ów tytułowy Sławny Mąż, czyli, ogólniej mówiąc – bohater. Bohaterów jednak mitologie, dzieła literackie i historia stworzyły wielu, nie każdy z nich zaś został sławnym mężem. Jak zatem rozpoznać czy mamy do czynienia z właściwym bohaterem? Istniały specjalne spisy sławnych mężów, w dziełach literackich czy plastycznych zestawiano ich w cykle i galerie. W Italii korzystano, rzecz jasna, z bohaterów antycznych (Uomini Famosi); na północ od Alp wciągano na listy także postacie z Biblii oraz legend (Nine Worthies, Neuf Preux). Owe cykle i galerie mogły być jednak szybko poszerzane o dowolne postacie i często rozrastały się do długich list. Z czasem oprócz klasycznych polityków, wojskowych, twórców czy innych zasłużonych postaci zaczęto dodawać również ważne osobistości z historii najnowszej.

Inną, i najważniejszą, cechą, która pozwoli nam na zidentyfikowanie sławnego męża jest kontekst w jakim został przedstawiony – musi on mieć wymowę moralizującą. Sławni mężowie byli bowiem używani jako exempla – mieli być przykładami właściwych postaw i cnót i  swoją historią zachęcać społeczeństwo do określonych, pożądanych zachowań (najczęściej związanych z patriotyzmem).

Izaak van den Blocke, Sala Czerwona ratusza Głównego Miasta w Gdańsku, 1606-1608, przykład zastosowania sławnych mężów w dekoracji municypalnej.

Augsburg, Goldener Saal, 1615-24.

Podsumowując – viri illustres to bohaterowie z zamierzchłej historii (antycznej, biblijnej lub, rzadziej, z legend), którzy wsławili się godnymi zapamiętania czynami, które mogą przysłużyć się przyszłym pokoleniom i być dla nich wzorem. Bohaterowie mogą występować pojedynczo lub być łączeni w cykle. Sposób ich połączenia (określone postacie lub wybrane historie) sugeruje cechy i cnoty, które są w ten sposób przedstawiane i pożądane w naśladowaniu przez innych (np Brutus i Katon Młodszy – walka o wartości republikańskie, Mucjusz Scaewola i Attyliusz Regulus – oddanie ojczyźnie ponad wszystko).

Philip Galle, Mucius Scaevola, XVI w.

Określenie to znane było już w starożytnej Grecji i Rzymie, często jednak odnosiło się do sławnych osobistości czasów ówczesnych (np. filozofowie czy pisarze), okrzepło nieco w średniowieczu, aby ukonkretyzować się i stać się właściwym motywem w czasach renesansu. Początki pojęcia można zapewne łączyć z początkami narodzin idei bohatera, ale jest to stwierdzenie dość ogólne. Klasyczny motyw sławnych mężów miał swoje źródło w literaturze antycznej. W jego wykształceniu pomogły mowy – to w nich greccy autorzy zaczęli wplatać elementy moralizatorstwa i wprowadzili pojęcie dobra i zła jako czynniki oceny zachowań. Nie bez znaczenia były też dzieła historyczne  – od czasów Herodota i jego cyklicznego rozwoju historii, którego siłą napędową były czyny ludzkie, zaczęto zwracać uwagę na wybitne jednostki i ich wybitne czyny, jako wzór zachęcający  innych do działań.

Jak to bywało w starożytności, Grecy ustawili podwaliny, jednak ostatnie słowo należało do Rzymian. Pierwsze spisy sławnych postaci z prawdziwego darzenia zawdzięczamy czwórce znajomych z I w pne – Warronowi, Attykusowi, Cyceronowi i Korneliuszowi Neposowi. Attykus właściwie nie napisał nic epokowego w tym temacie, ale pozostała trójka uważała go za inspirację własnych dzieł. Cyceron stworzył listy sławnych mówców, co także nie było szczególnym osiągnięciem, jednak badacze z jakiś względów uznali jego prace za ważne w rozwoju tematu. Być może dlatego, że to Cyceron 😛 . Warron był autorem dzieła o tytule Hebdomades sive Imagines. Niezachowane Hebdomady zawierały biografie siedmiuset wybitnych postaci Greków i Rzymian przedstawionych w siedmiu kategoriach (królowie i wodzowie, mężowie stanu, poeci, prozaicy, naukowcy, artyści i przedstawiciele innych dziedzin). Każdy biogram zawierał portret z epigramem i tekstem prozaicznym, który wychwalał przedstawioną osobistość. Nepos stworzył De viris illustribus (zachowana tylko jednak księga i fragmenty), w których przedstawiał osiągnięcia opisywanych przez siebie postaci, zestawiał je i porównywał, dodając do tego element moralizatorski (ważne!). Nepos bazował na dziełach wcześniejszych, jednak nigdzie wcześniej nie użyto wyrażenia de viris illustribus czym ewidentnie się wsławił ^^.

Od czasów przetarcia szlaków przez ową czwórkę rzymian nastąpił prawdziwy wysyp kompilacji żywotów sławnych mężów – powstały De Viris Illustribus Pliniusza Młodszego, Vitae i Mulierum Virtute Plutarcha, De Viris Illustribus i De Vitis Caesarum Swetoniusza.  Korzystano także z dzieł historyków np. z nieśmiertelnego Ad urbe condita Liwiusza czy kultowych Facta et dicta Waleriusza Maksymusa. Dlaczego tyle tu o literaturze? Ano dlatego, że wszystkie późniejsze realizacje tematu w sztuce były oparte właśnie na tych dziełach antycznych.

Andrea del Castagno, Pippo Spano, Cykl Sławnych Mężów, Villa Carducci ok. 1450.

Domenico Ghirlandaio, Brutus, Muciusz Scaewola i Kamillus, Sala dei Gigli, 1482-84.

Domenico Campagnola i Stefano Dall’Arzere, Sala dei Giganti, Padwa, 1539-40.

Starożytni bohaterowie nigdy zupełnie nie odeszli w niepamięć, zmienił się jednak powód ich admiracji – rzymska virtus uważająca poświęcenie dla ojczyzny za najwyższe dobro ustąpiła w średniowieczu miejsca typowo rycerskim standardom – bohaterstwu, władzy i przygodzie. Średniowiecze stworzyło własny odpowiednik viri illustresDziewięciu Dobrych Bohaterów, zwanych też Neuf Preux i The Nine Worthies. Analogicznie do nich w końcu XIV w. stworzono Dziewięć Dobrych Bohaterek. Były to, zgodnie z zamiłowaniem umysłu średniowiecznego do symboliki i liczb, trzy triady, z których każda reprezentowała inną kategorię postaci. Bohaterowie rozpoczęli swoją karierę od utworu Vouex du Paon napisanego ok. 1310 r. przez Jacquesa de Longuyon. Ich kanon ustalił Hans Burgkmair w zbiorze drzeworytów Osiemnaście cnót (w końcu coś o sztuce, co nie? ^^’) Dobrzy bohaterowie:  bohaterowie pogańscy – Hektor, Aleksander Wielki i Juliusz Cezar; bohaterowie starotestamentowi – Dawid, Jozue i Juda Machabeusz; bohaterowie chrześcijańscy – Król Artur, Karol Wielki i Godfrey de Buillon. Dobre bohaterki: pogańskie heroiny – Lukrecja, Weturia i Wirginia, starotestamentowe – Estera, Judyta i Jael, a chrześcijańskie – Helena, Brygida i Elżbieta.

Hans Burgkmair, Drei heidnische Helden: Hektor, Alexander und Cäsar, 1519.

Hans Burgkmair, Drei Guten Gaidin: Lucretia, Veturia, Virginia.

Pentesilea, Petit armorial équestre de la Toison d’or, fol. 248, 1460-70.

Semiramida, De mulieribus claris, Boccacio, BNF, Français 599, Folio 5v, XV-XVI w.

Maestro Castello della Manta, Dziewięciu Dobrych Bohaterów i Dziewięć Dobrych Bohaterek, Castello della Manta, ok. 1420.

Fascynacja tematem sławnych mężów przeżyła druga młodość w czasach renesansu. W Italii pisali o nich np. Giovanni Gollona, Guglielmo Pastrengo, Petrarka, Boccacio; każde z dzieł nosiło wielce oryginalny tytuł De viris illustribus 😉 (no, ewentualnie Boccacia De casibus virorum illustrim oraz De claribus mulieribus – pierwszy osobny zbiór sławnych kobiet). Literatura późniejsza nie stworzyła już właściwie żadnego dzieła o tym schemacie, ale sławni mężowie pojawiali się w prawie każdym poważniejszym traktacie o tematyce moralno-politycznej jako ilustracja postaw i zachowań np. Virtutum et vitiorum exempla Guillaume’a Perault, De ethica Bartholomeusa Keckermanna.

Literatura:

Christiane L. Joost-Gaugier, The Early Beginnings of the Notion of „Uomini Famosi” and the „De viris Illustribus” in Greco-Roman Literary Tradition [w:] „Artibus et Historiae”, Vol. 3, No. 6 (1982)

Theodor E. Momsen, Petrarch and the Decoration of the Sala Virorum Illustrium in Padua [w:] „The Art Bulletin”, vol. 34, no. 2 (Jun. 1952)

James J. Rorimer, Margaret B. Freeman, The Nine Heroes Tapestries at the Cloisters [w:] „The Metropolitan Museum of Art Bulletin”, May 1949

Horst Shroeder, Der topos der Nine Worthies in Literatur und bildender Kunst (Göttingen) 1971

k.

Romantyzm na Antypodach

To już nasz 100 wpis! 🙂 Cieszymy się mogąc dzielić się z Wami naszą pasją. Z tej okazji poprosiliśmy naszą koleżankę Kasię o przygotowanie dla Was specjalnego wpisu o obrazach jakie odnalazła w muzeum w Australii. Wypatrujcie również konkursu na naszym facebooku. Pojawi się już niebawem! 🙂 Tymczasem życzymy miłej lektury.

Łowcy Sosrębów

 

Romantyzm w Australii

Czym jest romantyzm? To krótkie pytanie, którym chciałabym rozpocząć ten wpis wydaje się być niesamowicie patetyczne, aczkolwiek bardzo potrzebne. Zatem, romantyzm kojarzy nam się ze wszystkim co tajemnicze i mistyczne. Widzimy ruiny gotyckich kościołów i zniszczone relikty przeszłości. Zaraz po tym przypominamy sobie niesamowite pejzaże Caspara Dawida Friedricha. Czujemy potęgę, dzikość i nieokiełznaną energię natury skontrastowaną ze słabością wręcz cherlawością człowieka. Następny w kolejce jest zachwyt orientem, a dokładniej kulturami, których nie znamy. Tutaj najlepiej będzie przywołać obrazy Delacroix. Do tego należałoby dodać zainteresowanie światem zwierzęcym i płynącą z niego żywiołowością i witalnością. Mam tu na myśli rzeźby Antoine’a Louisa Barye.
Na końcu trzeba wspomnieć o rosnącym przekonaniu, że tylko osoba nieskażona cywilizacją jest prawdziwie moralna i cnotliwa.
Podsumowując niezmącona cywilizacją natura, potęga przyrody, tajemniczość nowego świata, nieznane kultury… Gdzie takich doznań można było szukać w XIX wieku?

Australia, kontynent odkryty na nowo w 1770 roku przez Jamesa Cooka. Oczywiście Australia została już wcześniej naniesiona na mapę świata przez Holendrów, ale dopiero pod koniec XVIII wieku uznano nowy kontynent za zdatny do kolonizacji. Niestety jak nam wiadomo początkowo dostęp do nowego świata mieli jedynie angielscy skazańcy. Sytuacja zmieniła się dopiero około roku 1830, kiedy to w Australii pojawili się nowi osadnicy, co prawda bez sądowego wyroku, ale za to z całymi rodzinami. Dopiero od tego czasu można powiedzieć, że Australia stała się dostępna dla Europy. Nadszedł czas połączenia tych dwóch przybliżonych przeze mnie zdarzeń. Kolonizacji Australii i pojawienia się nowego nurtu w sztuce.
Zilustrowanie jak rozwijał się romantyzm na Antypodach chciałabym rozpocząć od pejzaży, które w dobie romantyzmu stały się nośnikiem wielkich emocji i symboli. Artyści malując górskie krajobrazy, puszcze czy bezkresne morze chcieli ukazać potęgę otaczającej nas przyrody.

Caspar David Friedrich "Pejzaż wiejski w świetle poranka" 1822r. Stara Galeria Narodowa w Berlinie.

Caspar David Friedrich Pejzaż wiejski w świetle poranka 1822r. (Stara Galeria Narodowa w Berlinie)

Piętrzące się w oddali góry i nadchodzące ciemne chmury wzbudzają w nas respekt dla sił przyrody, nad którymi nie jesteśmy w stanie panować.
Również z obrazów powstałych w Australii możemy wyczytać taki sam przekaz. Widzimy to w zamglonych łańcuchach górskich i niedostępnych szczytach.

Conrad Martens "Orofena Tahiti " 1843 r.  Art Gallery od New South Wales Sydney.

Conrad Martens Orofena Tahiti  1843 r. (Art Gallery od New South Wales Sydney)

Eugene von Guerard "Milford Sound, New Zealand" 1877-79 r. Art Gallery od New South Wales Sydney.

Eugene von Guerard Milford Sound, New Zealand 1877-79 r. (Art Gallery od New South Wales Sydney)

Fearnleigh Montague "Mount warning" 1875 r. Art Gallery of New South Wales Sydney.

Fearnleigh Montague Mount warning 1875 r. (Art Gallery of New South Wales Sydney)

Chociażby Friedrich w swoich obrazach daje nam do zrozumienia, że to nie my jesteśmy Panami świata. Ludzie są podlegli naturze, która nie ma sobie równych w swojej sile i może w każdej chwili zgładzić człowieka. Przyroda jest niebezpieczna, dzika wręcz śmiercionośna. Nagle w sztuce „groza” staje się czymś co widza fascynuje.

Caspar David Friedrich "Morze w świetle księżyca" 1830 r.  Museum der Bildenden Kunste Lipsk.

Caspar David Friedrich Morze w świetle księżyca 1830 r. (Museum der Bildenden Kunste Lipsk)

Caspar David Friedrich "Strzelec w lesie" 1812 r.  Kolekcja prywatna Bielefield.

Caspar David Friedrich Strzelec w lesie 1812 r. (Kolekcja prywatna Bielefield)

Chyba nigdzie nie jest łatwiej odczuć co to znaczy potęga przyrody niż w miejscu gdzie jeszcze cywilizacja na dobre się nie zakorzeniła. Na Antypodach artyści ukazywali niedołęstwo człowieka względem natury równie dobitnie jak w Europie.

Lucien Henry "Devil's Coach-house, Fish River Caves" 1883 r. Art Gallery of  New South Wales.

Lucien Henry Devil’s Coach-house, Fish River Caves 1883 r. (Art Gallery of New South Wales)

Nicholas Chevalier "Pulpit Rock, Cape Schanck, Victoria" 1860 r. Art Gallery of New South Wales.

Nicholas Chevalier Pulpit Rock, Cape Schanck, Victoria 1860 r. (Art Gallery of New South Wales)

Nicholas Chevalier "Tunnel Rock, Cape Schanck, Victoria" 1862 r. Art Gallery of New South Wales Sydney.

Nicholas Chevalier Tunnel Rock, Cape Schanck, Victoria 1862 r. (Art Gallery of New South Wales Sydney)

W C Piguenit "Mount Olympus, Lake Sant Clair, Tasmania, the source of the Derwent" 1875r. Art Gallery of New South Wales Sydney.

W C Piguenit Mount Olympus, Lake Sant Clair, Tasmania, the source of the Derwent 1875r. (Art Gallery of New South Wales Sydney)

Artyści, którzy przybyli do Australii w poszukiwaniu przygody oraz z chęci poznania nowego świata, przenieśli najnowsze tendencje z europejskiego malarstwa epoki romantyzmu i wykorzystali je pracując nad pejzażami australijskimi. Dzięki temu gęste mroczne puszcze pełne starych dębów zamieniły się na równie niebezpieczny i niedostępny busz. Dobrze nam znane drzewa takie jak buki czy świerki zostały wymienione na figowce, palmy i inne równie egzotyczne rośliny. Zafascynowanie nowym światem i napotkaną tam kulturą łączy się z zaabsorbowaniem artystów Aborygenami, którzy dla europejskich malarzy nie byli w żaden sposób spaczeni przez cywilizację. I tak oto powstały w Australii dzieła, w których rozpoznajemy wszystkie założenia i popularne rozwiązania romantyczne, ale oglądamy je w zupełnie nowych realiach, do których nie jesteśmy przyzwyczajeni. Dzięki temu możemy podziwiać obrazy, na których przez przewalone drzewa skaczą kangury. Akcja dzieje się w buszu, a w wysokiej trawie na drugim planie czai się Aborygen, niestety uzbrojony w dzidę, a nie w bumerang.

John Skinner Prout "Bush landscape with waterfall and an aborigine stalking native animals" 1860 r. Art Gallery of New South Wales Sydney.

John Skinner Prout Bush landscape with waterfall and an aborigine stalking native animals 1860 r. (Art Gallery of New South Wales Sydney)

Thomas Clark "Fern gully with Aboriginal family" 1863 r. Art Gallery of New South Wales Sydney.

Thomas Clark Fern gully with Aboriginal family 1863 r. (Art Gallery of New South Wales Sydney)

Kasia

 

Polska sztuka przedromańska i romańska – iluminatorstwo

Pamiętacie opowieść o wczesnośredniowiecznej rzeźbie? Miała ona otwierać cykl poświęcony polskiej sztuce przedromańskiej i romańskiej, wiem, że kazaliśmy wam długo czekać na kontynuację, ale dziś, korzystając z chwili oddechu od wiszących nad głową terminów i prac, oddajemy wam wpis poświęcony malarstwu książkowemu.

Pierwsze manuskrypty były przywożone na ziemie polskie przez mnichów rozpoczynających chrystianizacje (z pewnością miał jakiś już św. Wojciech), przez poselstwa oraz przez przyszłe żony piastowskich władców. Księgi te często miały ciekawy żywot – były wręczane jako dary kolejnym osobom, przewożone z miejsca na miejsce, były też uzupełniane i kontynuowane już na ziemiach polskich.

Najstarszym zachowanym zdobionym rękopisem w Polsce są Kazania postne / Praedicationes, datowane na VIII / IX w. Na tle inicjałów wypełnionych drobnymi ornementami rzuca się w oczy jedyna pełnostronicowa ilustracja z krzyżem i symbolami czterech ewangelistów, którą zdobi bogaty ornament plecionkowy, tak charakterystyczny dla czasów przedromańskich.

Kazania postne / Praedicationes, VIII / IX w.

Kolejne dwa dzieła prezentują wysoki poziom artystyczny. Jak bardzo burzliwe mogły być dzieje jednego kodeksu pokazuje przykład Psałterza Egberta – powstał w końcu X w. prawdopodobnie w Reichanau i był własnością biskupa Trewiru Egberta. Nieco później trafił do palatyna reńskiego Ezzona, a następnie do Polski, jako posag jego córki Rychezy, żony Mieszka II. Rycheza podarowała go swojej córce Gertrudzie, żonie księcia kijowskiego Izasława Dymitra, która to wywiozła go na Ukrainę. Kodeks niebawem wrócił razem ze swoją właścicielką do Polski, gdzie został uzupełniony o kalendarz. Jednak i tu psałterz nie zagrzał miejsca dłużej i trafił na Ruś, tu został wzbogacony o modlitwy Gertrudy i kolejne miniatury. Z tego też powodu bywa nazywany również Kodeksem Gertrudy. Obecnie znajduje się w Cividale. Należy do grupy kodeksów purpurowych. Drugie z wspomnianych dzieł – Ordo romanus/ Mszał rzymski (między 1025 a 1033) należący do Mieszka II zaginął. Znana jest jedynie kopia sceny dedykacyjnej z Matylda i Mieszkiem II.

Psałterz Egberta / Kodeks Gertrudy, X w.

Psałterz Egberta /Kodeks Gertrudy – Modlitewnik,  XI w.

Ordo romanus, XI w. (kopia XIX w.).

Okres wczesnoromański to czas niezwykle kosztownych, pełnych przepychu manuskryptów. Wyróżniamy wśród nich dwie grupy – kodeksy purpurowe – pisane złotem na purpurze oraz kodeksy złote – pisane złotymi i srebrnymi literami. Dalej są to dzieła importowane. Najcenniejsze to Sakramentarz tyniecki i Ewangeliarz emmeramski oraz Ewangeliarz gnieźnieński i Ewangeliarz płocki. Dwa pierwsze należą do grupy kodeksów purpurowych, dwa kolejne do kodeksów złotych. Sakramentarz tyniecki powstał ok. 1070 w Kolonii, a przechowywany był w opactwie benedyktynów w Tyńcu. O jego kolońskiej proweniencji świadczy zrytmizowany, ornamentalny rysunek szat z fałdami układającymi się równolegle. Zdobią go 2 miniatury całostronicowe – Maiestas Domini i Ukrzyżowanie.

Sakramentarz tyniecki, XI w.

Ewangeliarz emmeramski został wykonany w XI w. w Ratyzbonie i prawdopodobnie należał do pierwotnego wyposażenie pierwszej katedry wawelskiej. Posiada 13 całostronicowych miniatur, na których ukazano m. in. władców Niemiec, opatów klasztoru w Emmeram i świętych.

Ewangeliarz emmeramski, XI w.

Ewangeliarz gnieżnieński powstał w XI w., zawiera 20 całostronicowych miniatur (co czyni go najbogaciej dekorowanym kodeksem w zbiorach polskich) ze scenami z życia Chrystusa. Cechuje go zrytmizowana kompozycja i bogata ekspresja przedstawień.Ewangeliarz płocki / Kodeks pułtuski również pochodzi z XI w. Charakteryzują go całostroniowe miniatury dywanowe z genealogią Chrystusa przedstawioną w medalionach i rombach z fantazyjnymi motywami zwierzęcymi i roślinnymi w tle. Pozostałe miniatury zajmują połowy stron i opowiadają o życiu Chrystusa. Oba ewangeliarze łączone są ze szkołą czeską.

Ewangeliarz gnieźnieński, XI w.

Ewangeliarz płocki / Kodeks pułtuski, XI w.

Wiek XII przyniósł wzrost ilości rękopisów – zwiększył się import, w klasztorach powstawały skryptoria (Kraków, Gniezno, Płock, Wrocław). Jednocześnie manuskrypty straciły swój luksusowy charakter – rezygnowano z bogatych ilustracji, złotych liter i purpurowego tła na rzecz zdobionych inicjałów. Widoczne są wpływy skryptorów nadmozańskich (bujne i mięsiste, plastycznie cieniowane sploty roślinne) i południowoniemieckich (mniejsza biegłość w rysunku, płaski, konturowy ornament i pogrubienie form). Poziom dzieł jest zróżnicowany. Wśród zabytków można wyróżnić Biblię płocką, Perykopy płockie, nawiązujący do tradycji bogatych kodeksów z X i XI w. Ewangeliarz kruszwicki oraz, niestety zniszczoną w czasie wojny, Biblię czerwińską z eleganckim i swobodnym w rysunku całostronicowym frontyspisem Księgi Rodzaju – inicjał IN wkomponowany w ilustrację złożoną z medalionów ze scenami stworzenia świata i zawiniętej spiralnie wici z dziejami Adama i Ewy.

Biblia płocka, XII w.

Ewangeliarz kruszwicki, XII w.

Zmierzch epoki romańskiej był także zmierzchem malarstwa książkowego – import osłabł, produkcja lokalna nie była ani wystarczająco liczna, ani na odpowiednio wysokim poziomie, więzi klasztorów z ich głównymi ośrodkami słabły (ale za marny stan obiektów reprezentujących ten okres mogą także odpowiadać późniejsze straty). Poziom produkcji utrzymywało tylko skryptorium opactwa w Lubiążu, z którego wyszło Psalterium nocturnum (ok. 1240). Pozostałe skryptoria nie były samodzielne artystycznie i często stosowały archaiczne wzory, które gdzieniegdzie utrzymały się aż do XIV w.

Psalterium nocturnum, XIII w.

 

Bibliografia – T. Mroczko, Polska sztuka przedromańska i romańska, Warszawa 1978

 

k.

 

 

Peregrini, muszla drogę wam wskaże!

Termin pielgrzym pochodzi z łacińskiego peregrinus, co stanowi zlepek słów per i agros, które oznaczały tego, który idzie przez pola, przybywa z daleka, z zewnątrz; od peregre – za granicą. Słowo to początkowo nie miało znaczenia, jakie przypisuje mu się obecnie. Stosowane było w prawie rzymskim na określenie cudzoziemca, dobrowolnego wygnańca lub banity i wskazywało na stałe oddalenie od kraju rodzinnego. Dopiero od około XII wieku termin ten zaczął być używany w stosunku do osoby odbywającej podróż do miejsc świętych w celach kultowych.

Gislebertus, Pielgrzymi, 1120-1130 – detal z portalu katedrySt. Lazare w Autun

Praktyka pielgrzymowania powszechna już była w czasach antycznych, kiedy to Grecy i Rzymianie odbywali wędrówki do grobów herosów tzw. heroonów, by oddać im cześć. Formuła podróżowania do miejsc kultu pozostała, została tylko przekonwertowana zgodnie z potrzebami religii chrześcijańskiej. Pielgrzymki opierały się na wierze w obcowanie świętych i ich wstawiennictwo u Stwórcy. Panowało przekonanie, że u grobu świętego uzyska się potrzebne łaski, a okupiona trudem droga będzie równoważna z odkupieniem win. W szerszym rozumieniu była to forma naśladowania Chrystusa w jego ziemskiej wędrówce, a także indywidualna podróż każdego pielgrzyma wewnątrz metafizycznych, transcendentnych doznań. Bardzo ważnym aspektem był kult relikwii, szczątków świętego, które jak wierzono emanowały boską mocą. Przekładało się to na liczne cuda, które były spisywane w specjalnie powstałych do tego księgach, tzw. Libri miraculorum. O znaczącej wartości relikwii świadczy fakt, że stawały się one często łupem kradzieży, z czego do najsłynniejszych należy przewiezienie szczątków św. Fides z Agen do Conques. Mimo wielu niebezpieczeństw peregrynacja cieszyła się dużą popularnością, do tego stopnia, że zaczęto wydawać specjalne przewodniki dla podróżujących, tzw. itineraria.

Antyczny heroon w Sagalassos, Turcja

Relikwiarz stopy św. Jakuba, warsztat Hugo de Oignies, poł. XIII w., Namur (Belgia)

W średniowieczu głównymi centrami pielgrzymkowymi były Jerozolima, Rzym i Santiago de Compostela. O tym jak ważnym ośrodkiem było ostatnie z nich wiemy na podstawie dzieła Dantego Alighieri pt. Vita Nuova, w którym dokonuje klasyfikacji pielgrzymów. Rozróżnia tam trzy typy pątników: palmieri – tych, którzy podróżowali do Ziemi Świętej; romei – pielgrzymujących do grobu św. Piotra i peregrini – udających się do grobu św. Jakuba. Tych ostatnich określa mianem prawdziwych pielgrzymów. Santiago de Compostela była na tyle znaczącym ośrodkiem kultu, że w 1478 r. papież Sykstus IV uznał pielgrzymki do niej za równoważne z peregrynacją do Jerozolimy.

Bazylika Grobu Świętego, Jerozolima

Bazylika św. Piotra, Rzym

Katedra w Santiago de Compostela

Santiago de Compostela to miejscowość położona w hiszpańskiej Galicji. Miejsce to stało się celem niezliczonych pielgrzymek za sprawą przekonania, że zostały tam pochowane szczątki św. Jakuba Starszego Apostoła. Tradycja podaje, że pomiędzy 33 a 34 rokiem życia św. Jakub nauczał na terenie Hiszpanii. Po powrocie do Judei ok. 44 r., z rozkazu króla Heroda Agrypy I został ścięty mieczem za głoszenie Ewangelii. Ciało świętego zostało zgodnie z jego wolą przewiezione do Hiszpanii i pochowane przez jego dwóch uczniów, Atanazjusza i Teodozjusza, w okolicy miejscowości Iria Flavia (dzisiejsze El Padron) w Galicji. Jak podaje legenda, grób św. Jakuba został odnaleziony ok. 813 r. przez pustelnika Pelagiusza, który posłuszny widzeniu, jakiego dostąpił, udał się na miejsce pochówku. Kierując się śladem deszczu gwiazd, które opadły na wzgórze Liberum Donum, znalazł marmurowy sarkofag zakopany na cmentarzu w pobliżu kościoła Najświętszej Marii Panny. Eremita poinformował miejscowego biskupa Teodomira o cudownym znalezisku, który potwierdził i ogłosił fakt odnalezienia relikwii. Na miejscu pochówku powstała osada – Compostela. Istnieją różne wyjaśnienia etymologii tej nazwy. Pierwszą jest przekonanie, że genezy terminu należy upatrywać w łacińskim campus stellae, co oznacza „pole gwiazd”. Nazwa może się także wywodzić od łacińskiego compositum tellus, tj. cmentarz lub compostela – pole, na którym składa się ciała zmarłych. Do wzrostu popularności kultu św. Jakuba przyczyniło się powszechne przekonanie o wstawiennictwie męczennika w walce z Maurami. Od 711 r. Hiszpania pozostawała pod rządami Umajjadów, będąc prowincją Kalifatu Damasceńskiego. Najazdom opierały się jeszcze tylko Leon, Nawarra i Asturia, stanowiąca ośrodek oporu. Według podań, św. Jakub miał się ukazać w zbroi podczas bitwy pod Clavijo w 844 r., która zakończyła się zwycięstwem chrześcijan. Od tamtego momentu św. Jakub był postrzegany nie tylko jako patron podróżujących, ale stał się symbolem walki z poganami i zyskał przydomek Matamaros, co oznacza Pogromcę Maurów.

Antonio Gonzales Ruiz, Objawienie się Jakuba Apostoła w bitwie pod Clavijo, XVIII w.

Św. Jakub jako pogromca muzułmanów – rzeźba z kościoła
w Carrión de los Condes

Św. Jakub w walce z muzułmanami

Martín Bernat, Przeniesienie ciała św. Jakuba Większego przed pałac królowej Lupa w Galicji, ok. 1480-1505

Pielgrzymkowy Szlak św. Jakuba wykształcił się w średniowieczu i zachował w stanie niemal niezmienionym aż do czasów obecnych. Sieć dróg prowadzących do Santiago de Compostela pokrywa prawie całą Europę. Znane jest podanie mówiące o widzeniu Karola Wielkiego. Cesarzowi ukazała się na niebie droga z gwiazd, biegnąca od Fryzji przez Niemcy, Włochy, Francję, Nawarrę i północną Hiszpanię aż do Galicji. Wizja ta została później zinterpretowana przez papieża Kaliksta II, właśnie jako droga pielgrzymów udających się do grobu św. Jakuba. Szlak św. Jakuba jest oznakowany symbolem muszli. Muszla będąca jednym z atrybutów św. Jakuba, jest także znakiem rozpoznawczym wszystkich zmierzających do Composteli pielgrzymów. Stąd też często nazywa się ich kokijardami od hiszpańskiego słowa la coquille, określającego muszlę. Wyjaśnienie dlaczego akurat ten symbol został przyjęty przez pątników podaje legenda o cudownym ocaleniu księcia z rodu Pimentel przez św. Jakuba. Uratowany przed utonięciem arystokrata, wydostał się na ląd pokryty od stóp do głów muszlami.

Freski przedstawiające pielgrzymów, pocz. XIV w., kościół Saint-Sépulcre, Villeneuve (Francja)

Fresk z kościoła Saint-Sépulcre, pocz. XIV w., Villeneuve (Francja)

Podróżujący do Santiago de Compostela pątnicy mogli się posiłkować swoistego rodzaju przewodnikiem, opisującym najważniejsze szlaki. Piąta część księgi Liber Sancti Jacobi, zwana także Kodeksem Kalikstyńskim została prawdopodobnie spisana przez francuskiego mnicha, Aymeric Picaud. Zawarte w kodeksie szlaki bięgnące przez terytorium obecnej Francji to: Via Turonensis, Via Lemovicensis, Via Podensis, zwana także Drogą Owerniacką oraz Via Tolosana. Drogi francuskie po przekroczeniu Pirenejów, wkraczały do Nawarry dwoma szlakami: tzw. Drogą Aragońską przekraczało się przełęcz Samport, natomiast Droga Nawarryjska przebiegała przez przełęcz Roncevalles. Oba szlaki łączyły się w Puente la Reina, gdzie zaczynała się Camino Francés – właściwy odcinek Drogi św. Jakuba.

Pierwotny kościół został wzniesiony nad grobem św. Jakuba w IX w., został on jednak w niedługim czasie zniszczony podczas najazdu wodza Maurów, Almanzora, ok. 1000 r. Budowa właściwej katedry rozpoczęła się w 1075 r. i trwała do ok. 1122 r. Świątynia posiada wszystkie cechy typowe dla kościoła pielgrzymkowego i wzorowana była na opactwie w Tours oraz sanktuarium św. Marcjalisa w Limoges. Została wzniesiona na planie krzyża łacińskiego, o trzech nawach, z czego nawa główna jest wyższa i szersza od pozostałych, przykryta sklepieniem kolebkowym. Szeroki transept składający się z trzech naw poprzecznych poprzedza prezbiterium. Ponadto katedra została wyposażona w ambit obiegający chór, aby umożliwić cyrkulację pątników dookoła sanktuarium św. Jakuba. Dodatkową przestrzeń dla pielgrzymów stwarzają wznoszące się nad nawami bocznymi empory. Aby urozmaicić bryłę katedry, ale też ze względów praktycznych, do obejścia przystawiono wieniec pięciu kaplic, z czego największa, znajdująca się na osi głównej, poświęcona jest Świętemu Zbawicielowi. Po parze apsyd dostawiono także od wschodniej strony transeptu. Pierwotnie, narożniki nawy poprzecznej udekorowane były malutkimi sygnaturkami w sposób charakterystyczny dla sztuki karolińskiej. Skrzyżowanie nawy podłużnej z transeptem zwieńczono natomiast ośmioboczną wieżą centralną. Zachodnia elewacja flankowana była dwoma prostymi, prostopadłościennymi wieżami przykrytymi dachem piramidalnym. Obecna fasada stanowi perłę architektury barokowej. Została zaprojektowana i wykonana przez Fernanda de Casas y Novoa w 1738 r. Choć wygląd zewnętrzny katedry bardzo się zmienił, to od wewnątrz świątynia niemal nic nie straciła ze swojego początkowego, romańskiego charakteru.

Mistrz z Frankfurtu, Modonna z Dzieciątkiem, św. Jakubem, św. Katarzyną, fundatorem i św. Piotrem, ok. 1496 r.

Wzdłuż tras pielgrzymkowych powstał szereg kościołów o jednolitym, ustalonym układzie i podobnych rozwiązaniach. Wykształcił się typ kościoła pielgrzymkowego na planie krzyża łacińskiego z trzema nawami poprzecznymi i obejściem wokół prezbiterium. Do najważniejszych przykładów tego typu architektury należy zaliczyć: kościół w MoisacAutunVézelay, ConquesSaint – GillesArles, Angouleme, Poitiers i wiele innych. Nie oznacza to jednak, że kościoły te były pozbawione cech lokalnych, które były podyktowane położeniem geograficznym regionów, bądź wynikały z podziałów politycznych  albo przepisów liturgicznych. Dla przykładu, kościoły znajdujące w regionie Dolnej Nadrenii posiadały trójkonchowe założenia chórowe (np. bazylika św. Apostołów w Kolonii), w Akwitanii pojawiały się kościoły kopułowe (np. katedra St. Front w Perigueux), a w południowej i południowo-zachodniej Francjii występowały kościoły salowe (np.St-Pierre-de-Rhèdes w Hérault). Nie należy jednak wysuwać pochopnego wniosku, że znajdujące się w tych regionach świątynie były tylko wyżej wspomnianego typu.

Znaczenie ruchu pielgrzymkowego dla rozwoju sztuki  na terenie Europy jest ogromne. Peregrynacja przyczyniła się do przepływu informacji, ujednolicenia sztuki i rozpowszechnienia wzorców. To właśnie na szlakach Drogi św. Jakuba wykrystalizował się romanizm – uniwersalny, spójny język sztuki. W miejscach postoju pielgrzymek zakładano cmentarze, kościoły, klasztory, szpitale, bractwa itp. To wszystko pozwala stwierdzić znaczny udział ruchu peregrynacyjnego w rozwoju kultury i dziedzictwa Europy.

kgiz

Wybrana literatura:
– A. M. Wyrwa, Święty Jakub Apostoł i ślady pielgrzymowania pątników z ziem polskich do jego „grobu” w Santiago de Compostela [w:] Mnisi i pielgrzymi w średniowieczu: Ląd na szlakach kulturowych Europy, red. M. Brzostowicz, H. Mizerska, J. Wrzesiński, Poznań 2007
Szlaki, z których zrodziła się Europa: pielgrzymowanie do Santiago de Compostela i jego obraz w sztuce, Kraków 2004

Łowcy na szlaku – zamek w Krasiczynie

Jak może niektórzy z was pamiętają, ubiegłoroczne wakacje spędziliśmy w okolicach Przemyśla. Nie wiem jak to się stało, ale nie było dotąd wpisu o największej niespodziance tamtego wyjazdu – zamku w Krasiczynie! Pozwolicie zatem, że nadrobimy zaległości ^^’

Zamek w Krasiczynie, XVI-XVII w.

Nazwa obiektu pochodzi od nazwiska inicjatora budowy zamku – Stanisława Krasickiegokasztelana przemyskiego, który zaczął wznosić go w końcu  XVI wieku. Jego obecny wygląd, mniej już surowy, jest dziełem Marcina Krasickiego, ważnego mecenasa sztuki, który zajął się jego rozbudową w pierwszej połowie XVII w. Zamek wzniesiony został na planie czworoboku, w narożach znajdują się cztery baszty – Boska, Papieska, Królewska i Szlachecka. Południowa i zachodnia strona zamku to mury kurtynowe zwieńczonymi attyką, północna i wschodnia to część mieszkalna. W skrzydle zachodnim znajduje się dawne wejście główne i  wieża Zegarową (szkoda, że nie zachowało swojej funkcji do dziś, wejść do zamku przez most, to było by coś). Wnętrze dziedzińca otaczają krużganki. 

Zamek w Krasiczynie – plan.

Dziedziniec.

Baszta Boska.

Baszta Szlachecka.

Zamek w Krasiczynie

Niestety zamek nie może pochwalić się równie wspaniałymi wnętrzami – zwyczajnie ich nie ma. O ile budowla dzielnie zniosła różnorakie przeciwności losu spowodowane procesem toczenia się Historii, to skapitulowała pod naporem żołnierzy rosyjskich, którzy rozgościli się w zamku w czasie najazdów w XVIII w. oraz na początku II wojny światowej. Właścicielem Krasiczyna w czasie wojny był  książę Leon Sapieha. Sapiehowie przewidująco opracowali plan ewakuacji swojego majątku, jednak wobec błyskawicznego rozwoju wydarzeń zmuszeni byli zostawić zdecydowaną większość rzeczy na miejscu. Zachował się jedynie, zamurowany w naprędce, gabinet. Zrekonstruowano kaplicę zamkową znajdującą się w baszcie Boskiej (jakkolwiek niektóre detale budzą zdumienie, mamy nadzieję, że mają na to źródła ikonograficzne ^^’). Zwiedzać można także kryptę rodową, która także została odnowiona współcześnie (żołnierze nie oszczędzili nawet jej)

Kaplica w baszcie Boskiej.

Kaplica w baszcie Boskiej.

To co w sporej mierze wpływa na klasę zamku to jego detal – rzeźbione portale, loggie, arkady i dekoracja wykonana techniką sgrafitto. Technika ta polega na naniesieniu na siebie warstw barwionego tynku i wydrapanie w warstwie wierzchniej wzoru, który  odkrywa warstwę spodnią. Krasiczyńskie sgrafitta są unikalne – pokrywały powierzchnię ok. 7000 m2 (odtworzono ok. połowę z nich). Dekoracje owe przedstawiają sceny biblijne i myśliwskie oraz medaliony z popiersiami cesarzy i wizerunki polskich królów.

Dekoracja ścienna Zamku w Krasiczynie (sgraffito)

Sgraffito.

Sgraffito, Zamek w Krasiczynie

Sgraffito (lambada! ^^’).

Zamek otacza zespół parkowy z kolekcją roślin, których sadzonki przywozili Sapiehowie ze swoich  licznych podróży. Znajdują się tu także drzewa posadzone na pamiątkę narodzin dzieci – lipa dla córki, dąb dla syna. (Jeśli znajdziecie miłorząb, obejdźcie o kilka razy dookoła myśląc życzenie. Ponoć się sprawdzają ^^)

Widok na Basztę Szlachecką, Zamek w Krasiczynie

Zamek w Krasiczynie naprawdę nas zaskoczył. Siedząc na dziedzińcu pod błękitnym, bezchmurnym niebem poczuliśmy się przez chwilę jak w Italii. A to wszak perełka naszej, polskiej, architektury. Mieliśmy też szczęście trafić na dobrego przewodnika, który opowiadał z  przejęciem o losach zamku. Trwają starania, aby sprowadzić w jego mury te nieliczne zachowane obiekty.

Fragment Baszty Królewskiej, Zamek w Krasiczynie

k.

Łowcy na szlaku-Toruń

Potrzebujesz książki, a jedyny dostępny w kraju egzemplarz jest w Toruniu? Czyli jedziemy na kwerendę 🙂

Toruń – to jedno z najstarszych miast założonych przez krzyżaków (drugie po Chełmnie). Dzięki swojemu dogodnemu położeniu szybko stało się ważnym ośrodkiem handlu i co za tym często idzie – sztuki. Gościło w swoich murach kupców i rzemieślników z różnych zakątków Europy, zwłaszcza z Westfalii i Nadrenii. Członkostwo w Hanzie i kontakty rycerzy zakonnych (oraz późniejsze przywileje po włączeniu miasta do ziem polskich) sprawiły, że Toruń rozwijał się aż miło i swoją wysoką pozycję zachował aż do XVIII w.

gotyk

Gotyk za kilometr ^^

Toruń reklamuje się hasłem gotyk na dotyk i jest to slogan jak najbardziej trafiony – zespół staromiejski zachował niemal całkowicie swój średniowieczny układ. Zasłużył tym samym na wpisanie na listę UNESCO i Europejski Szlak Gotyku Ceglanego. Obok kościołów, ratusza staromiejskiego i ruin zamku krzyżackiego po mieście pełno rozsianych jest fragmentów obwarowań, baszt, kamienic i spichrzów co robi duże wrażenie.

Ul .Ciasna, Toruń.

Ul. Ciasna, Toruń.

Krzywa Wieża, Toruń.

Niestety z powodu tradycyjnych opóźnień na kolei i czasu spędzonego w bibliotece uniwersyteckiej (swoją drogą – jakkolwiek system dość skomplikowany to pani z informacji  jest pomocna i można korzystać bez strachu) nie zdążyliśmy zobaczyć wszystkiego (przyznajemy – nie starczyło czasu na muzeum, wstyd i hańba! ^^).  Pierwszym punktem wycieczki były pierniczki (wiem, że można je kupić już wszędzie, ale nigdzie nie smakują tak jak w Toruniu 🙂 ) i apteka (pamiętajcie – wygodne buty na długie wyprawy to podstawa).

Zaraz potem kościoły – Wniebowzięcia NMP, św. Janów i św. Jakuba. Ich budowa trwała od XIII do końca XV wieku, wszystkie należą do najważniejszych przykładów architektury ceglanej z krajów nadbałtyckich. Ich forma oddziaływała na budowle innych ośrodków – wciągnięte do wnętrza przypory i detal architektoniczny z kościoła NMP widoczne są np w gdańskiej bazylice mariackiej i kościele św. Trójcy. Zachowało się sporo ich oryginalnego wyposażenia (przy czym część znajduje się obecnie w muzeach, a część została przeniesiona do kościoła św. Jana), to co jednak jest w ich wnętrzach najcenniejsze to całe zespoły średniowiecznych polichromii szczęśliwie zachowanych pod późniejszymi tynkami. Niestety dobra passa opuściła nas po kościele mariackim i następne wnętrza mogliśmy podziwiać już tylko zza krat – połowa św. Janów była zastawiona rusztowaniami, druga połowa zamknięta na kłódkę, natomiast św. Jakub ma wyznaczone godziny zwiedzania i mogliśmy jedynie przeciskać swoje głowy przez szczeliny między kutymi wiciami z minami dzieci przed zamkniętą cukiernią.

Kościół Wniebowzięcia NMP, Toruń.

Kościół Wniebowzięcia NMP – polichromie.

Kościół Wniebowzięcia NMP – krucyfiks, XV/XVI w.

Kościół św. Janów, Toruń.

Kościół św. Janów, Toruń.

Kościół św. Janów, Toruń.

Kościół św. Janów – polichromia z Arbor Vitae i Drzewem Jessego, ok. 1380-90.

http://pl.wikipedia.org/wiki/Plik:Piekna_Madonna_Torunska.JPG

Kościół św. Janów – Piękna Madonna (kopia) i Mojżesz ok. 1390.

Kościół s. Janów – Maria Magdalena unoszona przez anioły, pocz. XV w.

Kościół św. Jakuba, Toruń.

Kościół św. Jakuba, Toruń.

Kościół św. Jakuba, Toruń.

Kościół św. Jakuba- polichromia z Marią z Dzieciątkiem, św. Dorotą i Sebastianem, pocz. XVI w.

Kościół św. Jakuba – Arbor Vitae

Na osłodę zostały ruiny zamku (byłyśmy prawie przekonane, że widziałyśmy ducha krzyżaka, niestety był to tylko odbity w szybie manekin w zbroi ^^’), mury miejskie i tyle gotyckich kamienic i spichrzów ile zdołaliśmy ogarnąć. Ciekawy był także neogotycki budynek więzienia (niech was nie zwiedzie romantycznie opleciony na nim bluszcz – używany jest do dziś) i renesansowe Collegium Maximum UMK.

Spichlerz

Spichlerz przy ul. Ciasnej, Toruń.

Wszędzie się ten gotyk wpycha :)

Wszędzie się ten gotyk wpycha 🙂

Drużyna Łowców wzbogaciła się także o nowego członka – Franka Uśmiechniętą Łyżkę.

franek

(Chcieliśmy też podziękować naszemu tajnemu agentowi Ewie, która dzielnie pełniła rolę przewodnika 🙂 )

k.

Polska sztuka przedromańska i romańska – rzeźba architektoniczna

Na hasło „polska sztuka średniowieczna” większość pomyśli zapewne o ołtarzu Wita Stosza i innych tego typu rzeczach. Tymczasem zanim nastał gotyk działo się równie wiele a sztuka romańska także potrafi zaskoczyć. Moje myśli krążą ostatnio wokół wczesnego średniowiecza, postanowiłam więc wziąć na warsztat sztukę własnie tego okresu zaczynając od rzeźby architektonicznej przedromańskiej i romańskiej.

Okres przedromański w sztuce trwa od  pojawienia się chrześcijaństwa w wieku X i kończy się w roku 1038. najazdem Brzetysława, księcia czeskiego (oczywiście należy pamiętać o równoległych przejawach sztuki słowiańskiej – posągach kultowych, posążkach zwierząt i rzemiośle artystycznym, jest to jednak temat na osobny wpis).Niestety jedyny zachowany przejaw rzeźby architektonicznej tego okresu to głowica, dolna cześć trzonu kolumny i cztery płyty (prawdopodobnie z przegrody chórowej) z I katedry na Wawelu z I poł. XI w. Dekorowane są płaskorzeźbioną, typową dla tego okresu plecionką – sieciową i pętlową.

Kapitel i płyta, Wawel,  I poł/ XI w.

Okres romański  dzieli się na 3 okresy – wczesny – poł. XI do XI/XII w. (okres restytucji Kazimierza Odowiciela); dojrzały – XII w.; późny – XII/XIII-1240 (najazd Tatarów).

Rzeźba romańska to głównie rzeźba architektoniczna – głowice, trzony, obramienia portali etc. W sztuce polskiej długo utrzymały się motywy ornamentalne i zoomorficzne – do ok. 1140. (w Europie Zach. do ok. 1110-20). Wśród wczesnych tego typu dzieł można wyróżnić kapitele bliźnie z Tyńca (ok. 1100), dekorację z II katedry wawelskiej – bazyliszek z nadproża krypty św. Leonarda (ok. 1118), gryfy z kolegiaty w Wiślicy (poł. XII w.), tympanon płn. z kolegiaty w Tumie pod Łęczycą z Marią z Dzieciątkiem w asyście aniołów (ok. 1161) czy lwa portalowego z Sobótki (I poł. XII w.).

Kapitele, Tyniec, ok. 1100.

Gryfy, Wiślica, poł. XII w.

Portal płn, Tum pod Łęczycą, ok. 1161.

Lew, Sobótka, I poł. XII w.

Najstarszą dekoracją figuralną jest obramienie z portalu w kościele kanoników regularnych w Czerwińsku. Składają się na nią kapitele z Hermesem ujeżdżającym smoki i ulistnioną maską, nadproża z apostołami w arkadach oraz tafla z węgarów ze sceną Zwiastowania (ok. 1140). Innymi wyróżniającymi się klasą artystyczną obiektami są – Prorok z Biestrzykowa (pierwotnie z Ołbina, 2 ćw. XII w.), którego autorem jest prawdopodobnie rzeźbiarz sprowadzony z Longobardii przez Piotra Włostowica do prac przy fundowanym przez niego klasztorze benedyktynów na Ołbinie (podobieństwo z rzeźbami apostołów z Souillac) oraz Maiestas Domini z Tumu pod Łęczycą (ok. 1161) – najstarszy zachowany na ziemiach polskich przykład tego tematu i jedyna z pozostałości monumentalnej dekoracji ołtarzowej (jest to prawdopodobnie część ołtarza Salwatora z absydy zach.).

Kapitel, Czerwińsk, ok. 1140.

Maiestas Domini, Tum pod Łęczyca, ok. 1161.

Na gruncie romańskiej sztuki polskiej wyróżniają się tympanony fundacyjne. Zachowały się cztery – dwa we Wrocławiu – Kościół NMP na Piasku (ok. 1150-60) i kościół św. Michała na Ołbinie (przed 1153) oraz dwa w Strzelnie – rotunda św. Prokopa (1170) i kościół norbertanek (1180-90). Przedstawiono na nich fundatorów ofiarujących modele budowli Marii  z Dzieciątkiem, Chrystusowi lub św. Annie, otaczają je napisy fundacyjne.

Tympanon fundacyjny, NMP na Piasku, Wrocław, ok. 1150-60.

Tympanon fundacyjny, kościół norbertanek, Strzelno, ok. 1180-90.

Ważnym dziełem są kolumny  z kościoła norbertanek w Strzelnie (ok. 1190), dzieło warsztatu czynnego tam w latach 1180-90. Dwie z nich – w całości pokryte przedstawieniami Cnót i Przywar w arkadach – są dziełami unikalnymi (temat znany w całej Europie jednak zazwyczaj przedstawiany w ujęciu dynamicznym – walka Cnót i Przywar). Program ikonograficzny mógł być oparty na Speculum Virginis albo dziełach Hildegardy z Bingen – Scivias lub Korowód cnót (dzieła doskonale znane w żeńskich zakonach).

Kolumny,kościół norbertanek,  Strzelno, ok. 1190.

Personifikacja Zabójstwa, Strzelno.

Epokę tą zamykają dzieła wykonane przez warsztaty pracujące dla norbertanek w Strzelnie i cysterek w Trzebnicy – tympanon portalu płn. ze Strzelna (ok. 1214) oraz tympanon portalu w Trzebnicy (ok. 1230-40). Obiekt pierwszy wyróżnia się trójlistym kształtem oraz bogactwem programu (Maiestas Domini, aniołowie, św. Piotr i Paweł, symbole św. Marka i Łukasza, gołębica). W tympanonie trzebnickim przedstawiono grającego na harfie Dawida i Betsabe ze służącą.

Tympanon portalu płn., kościół norbertanek, Strzelno, ok. 1216.

Tympanon, kościół cysterek, Trzebnica, ok. 1230-40.

Rodząca się na ziemiach polskich sztuka romańska z konieczności potrzebowała obcych inspiracji. Widać w niej wpływy włoskie (np. lew z Górki – motyw lwów w portalach popularny w Italii), francuskie  (portal opactwa na Ołbinie – program ikonograficzny często stosowany w Poitou)  i niemieckie (dekoracja cysterek z Trzebnicy – dekoracyjny i niespokojny styl sztuki saksońskiej i westfalskiej) oraz przejawy sztuki wschodniej (tympanon fundacyjny z NMP na Piasku – na wzór mozaiki z Hagia Sophia z Marią tronującą między Justynianem a Konstantynem).

k.

Literatura: T. Mroczko, Polska sztuka przedromańska i romańska, Warszawa 1978.

 

Ps: Przypominamy o naszym profilu na facebooku, gdzie znajdziecie dodatkowe zdjęcia i informacje 🙂