Viri illustres

Neun Gute Helden, ratusz w Kolonii, XIV w.

Szukałam ostatnio w sieci dodatkowych informacji na temat motywu Viri Illustres, czyli Sławnych Mężów, jednak szybko okazało się, że po kilku linijkach temat właściwie się wyczerpał. Nie można tak tego zostawić, dlatego powstał ten wpis. Fajnie tak sobie uzupełniać internety ^^’

Motyw ten jest ważny (głównie dlatego, że pisze o nim magisterkę ^^, ale też) dla sztuki – jego klasyczna wersja pojawia się często w dziełach renesansowych i barokowych, a średniowieczna odmiana była szalenie popularna w swojej epoce. Oprócz dekoracji przedmiotów codziennego użytku był bardzo ważnym elementem wymowy ideologicznej ratuszy miejskich i sal sądowych. Ponieważ ciężko omawiać ten motyw bez obszernych studiów konkretnych przypadków skupimy się na jego pochodzeniu i rozwoju.

Hendrik Goltzius, Marek Kurcjusz, Rzymscy Bohaterowie, 1586.

Aby mówić o motywie Viri Illustres, potrzebny jest ów tytułowy Sławny Mąż, czyli, ogólniej mówiąc – bohater. Bohaterów jednak mitologie, dzieła literackie i historia stworzyły wielu, nie każdy z nich zaś został sławnym mężem. Jak zatem rozpoznać czy mamy do czynienia z właściwym bohaterem? Istniały specjalne spisy sławnych mężów, w dziełach literackich czy plastycznych zestawiano ich w cykle i galerie. W Italii korzystano, rzecz jasna, z bohaterów antycznych (Uomini Famosi); na północ od Alp wciągano na listy także postacie z Biblii oraz legend (Nine Worthies, Neuf Preux). Owe cykle i galerie mogły być jednak szybko poszerzane o dowolne postacie i często rozrastały się do długich list. Z czasem oprócz klasycznych polityków, wojskowych, twórców czy innych zasłużonych postaci zaczęto dodawać również ważne osobistości z historii najnowszej.

Inną, i najważniejszą, cechą, która pozwoli nam na zidentyfikowanie sławnego męża jest kontekst w jakim został przedstawiony – musi on mieć wymowę moralizującą. Sławni mężowie byli bowiem używani jako exempla – mieli być przykładami właściwych postaw i cnót i  swoją historią zachęcać społeczeństwo do określonych, pożądanych zachowań (najczęściej związanych z patriotyzmem).

Izaak van den Blocke, Sala Czerwona ratusza Głównego Miasta w Gdańsku, 1606-1608, przykład zastosowania sławnych mężów w dekoracji municypalnej.

Augsburg, Goldener Saal, 1615-24.

Podsumowując – viri illustres to bohaterowie z zamierzchłej historii (antycznej, biblijnej lub, rzadziej, z legend), którzy wsławili się godnymi zapamiętania czynami, które mogą przysłużyć się przyszłym pokoleniom i być dla nich wzorem. Bohaterowie mogą występować pojedynczo lub być łączeni w cykle. Sposób ich połączenia (określone postacie lub wybrane historie) sugeruje cechy i cnoty, które są w ten sposób przedstawiane i pożądane w naśladowaniu przez innych (np Brutus i Katon Młodszy – walka o wartości republikańskie, Mucjusz Scaewola i Attyliusz Regulus – oddanie ojczyźnie ponad wszystko).

Philip Galle, Mucius Scaevola, XVI w.

Określenie to znane było już w starożytnej Grecji i Rzymie, często jednak odnosiło się do sławnych osobistości czasów ówczesnych (np. filozofowie czy pisarze), okrzepło nieco w średniowieczu, aby ukonkretyzować się i stać się właściwym motywem w czasach renesansu. Początki pojęcia można zapewne łączyć z początkami narodzin idei bohatera, ale jest to stwierdzenie dość ogólne. Klasyczny motyw sławnych mężów miał swoje źródło w literaturze antycznej. W jego wykształceniu pomogły mowy – to w nich greccy autorzy zaczęli wplatać elementy moralizatorstwa i wprowadzili pojęcie dobra i zła jako czynniki oceny zachowań. Nie bez znaczenia były też dzieła historyczne  – od czasów Herodota i jego cyklicznego rozwoju historii, którego siłą napędową były czyny ludzkie, zaczęto zwracać uwagę na wybitne jednostki i ich wybitne czyny, jako wzór zachęcający  innych do działań.

Jak to bywało w starożytności, Grecy ustawili podwaliny, jednak ostatnie słowo należało do Rzymian. Pierwsze spisy sławnych postaci z prawdziwego darzenia zawdzięczamy czwórce znajomych z I w pne – Warronowi, Attykusowi, Cyceronowi i Korneliuszowi Neposowi. Attykus właściwie nie napisał nic epokowego w tym temacie, ale pozostała trójka uważała go za inspirację własnych dzieł. Cyceron stworzył listy sławnych mówców, co także nie było szczególnym osiągnięciem, jednak badacze z jakiś względów uznali jego prace za ważne w rozwoju tematu. Być może dlatego, że to Cyceron 😛 . Warron był autorem dzieła o tytule Hebdomades sive Imagines. Niezachowane Hebdomady zawierały biografie siedmiuset wybitnych postaci Greków i Rzymian przedstawionych w siedmiu kategoriach (królowie i wodzowie, mężowie stanu, poeci, prozaicy, naukowcy, artyści i przedstawiciele innych dziedzin). Każdy biogram zawierał portret z epigramem i tekstem prozaicznym, który wychwalał przedstawioną osobistość. Nepos stworzył De viris illustribus (zachowana tylko jednak księga i fragmenty), w których przedstawiał osiągnięcia opisywanych przez siebie postaci, zestawiał je i porównywał, dodając do tego element moralizatorski (ważne!). Nepos bazował na dziełach wcześniejszych, jednak nigdzie wcześniej nie użyto wyrażenia de viris illustribus czym ewidentnie się wsławił ^^.

Od czasów przetarcia szlaków przez ową czwórkę rzymian nastąpił prawdziwy wysyp kompilacji żywotów sławnych mężów – powstały De Viris Illustribus Pliniusza Młodszego, Vitae i Mulierum Virtute Plutarcha, De Viris Illustribus i De Vitis Caesarum Swetoniusza.  Korzystano także z dzieł historyków np. z nieśmiertelnego Ad urbe condita Liwiusza czy kultowych Facta et dicta Waleriusza Maksymusa. Dlaczego tyle tu o literaturze? Ano dlatego, że wszystkie późniejsze realizacje tematu w sztuce były oparte właśnie na tych dziełach antycznych.

Andrea del Castagno, Pippo Spano, Cykl Sławnych Mężów, Villa Carducci ok. 1450.

Domenico Ghirlandaio, Brutus, Muciusz Scaewola i Kamillus, Sala dei Gigli, 1482-84.

Domenico Campagnola i Stefano Dall’Arzere, Sala dei Giganti, Padwa, 1539-40.

Starożytni bohaterowie nigdy zupełnie nie odeszli w niepamięć, zmienił się jednak powód ich admiracji – rzymska virtus uważająca poświęcenie dla ojczyzny za najwyższe dobro ustąpiła w średniowieczu miejsca typowo rycerskim standardom – bohaterstwu, władzy i przygodzie. Średniowiecze stworzyło własny odpowiednik viri illustresDziewięciu Dobrych Bohaterów, zwanych też Neuf Preux i The Nine Worthies. Analogicznie do nich w końcu XIV w. stworzono Dziewięć Dobrych Bohaterek. Były to, zgodnie z zamiłowaniem umysłu średniowiecznego do symboliki i liczb, trzy triady, z których każda reprezentowała inną kategorię postaci. Bohaterowie rozpoczęli swoją karierę od utworu Vouex du Paon napisanego ok. 1310 r. przez Jacquesa de Longuyon. Ich kanon ustalił Hans Burgkmair w zbiorze drzeworytów Osiemnaście cnót (w końcu coś o sztuce, co nie? ^^’) Dobrzy bohaterowie:  bohaterowie pogańscy – Hektor, Aleksander Wielki i Juliusz Cezar; bohaterowie starotestamentowi – Dawid, Jozue i Juda Machabeusz; bohaterowie chrześcijańscy – Król Artur, Karol Wielki i Godfrey de Buillon. Dobre bohaterki: pogańskie heroiny – Lukrecja, Weturia i Wirginia, starotestamentowe – Estera, Judyta i Jael, a chrześcijańskie – Helena, Brygida i Elżbieta.

Hans Burgkmair, Drei heidnische Helden: Hektor, Alexander und Cäsar, 1519.

Hans Burgkmair, Drei Guten Gaidin: Lucretia, Veturia, Virginia.

Pentesilea, Petit armorial équestre de la Toison d’or, fol. 248, 1460-70.

Semiramida, De mulieribus claris, Boccacio, BNF, Français 599, Folio 5v, XV-XVI w.

Maestro Castello della Manta, Dziewięciu Dobrych Bohaterów i Dziewięć Dobrych Bohaterek, Castello della Manta, ok. 1420.

Fascynacja tematem sławnych mężów przeżyła druga młodość w czasach renesansu. W Italii pisali o nich np. Giovanni Gollona, Guglielmo Pastrengo, Petrarka, Boccacio; każde z dzieł nosiło wielce oryginalny tytuł De viris illustribus 😉 (no, ewentualnie Boccacia De casibus virorum illustrim oraz De claribus mulieribus – pierwszy osobny zbiór sławnych kobiet). Literatura późniejsza nie stworzyła już właściwie żadnego dzieła o tym schemacie, ale sławni mężowie pojawiali się w prawie każdym poważniejszym traktacie o tematyce moralno-politycznej jako ilustracja postaw i zachowań np. Virtutum et vitiorum exempla Guillaume’a Perault, De ethica Bartholomeusa Keckermanna.

Literatura:

Christiane L. Joost-Gaugier, The Early Beginnings of the Notion of „Uomini Famosi” and the „De viris Illustribus” in Greco-Roman Literary Tradition [w:] „Artibus et Historiae”, Vol. 3, No. 6 (1982)

Theodor E. Momsen, Petrarch and the Decoration of the Sala Virorum Illustrium in Padua [w:] „The Art Bulletin”, vol. 34, no. 2 (Jun. 1952)

James J. Rorimer, Margaret B. Freeman, The Nine Heroes Tapestries at the Cloisters [w:] „The Metropolitan Museum of Art Bulletin”, May 1949

Horst Shroeder, Der topos der Nine Worthies in Literatur und bildender Kunst (Göttingen) 1971

k.

Łowcy we Wrocławiu

W zasadzie wypad ten nie był sosrębową inicjatywą – jechaliśmy z naszym kołem  naukowym na ogólnopolską sesję SHSu o przemianach w sztuce średniowiecza – ale w wyjeździe tym brała udział cała nasza ekipa, zatem czujemy się usprawiedliwieni tym wpisem;)

We Wrocławiu spędziliśmy cztery dni. Cztery BARDZO intensywne dni. Próbowaliśmy karkołomnie połączyć obecność na wykładach z godzinami otwarcia muzeów, co koniec końców się udało (nie zawsze udało się tylko z dniami bezpłatnych wejść, ale jeśli macie więcej czasu da się tak odwiedzić w zasadzie wszystkie placówki), jakkolwiek kościoły musieliśmy zwiedzać już po zmroku.

Portal Ołbiński, kościół św. Marii Magdaleny)

Portal Ołbiński, kościół św. Marii Magdaleny.

Sztuka śląska zdecydowanie przypadła nam do gustu – Wrocław oferuje ogromne zbiory sztuki średniowiecznej. Nie mogliśmy napatrzeć się na późnogotyckie detale architektoniczne, szczególnie na pyszniące się astwerkami i żabkami portale w Ratuszu (przy czym słowo „pyszniące” jest tu jak najbardziej na miejscu) i bogato rozczłonkowane bryły kościołów. Absolutnym hitem okazała się sztuka romańska, której w naszych okolicach jest jak na lekarstwo – np. Prorok z Biestrzykowa, tympanon z kościoła św. Wincentego na Ołbinie (oba w MN) i portal ołbiński przeniesiony do katedry św. Marii Magdaleny. Zaskoczyły nas „przyklejone” do zewnętrznych ścian kościołów późnogotyckie i wczesnonowożytne kamienne epitafia.

Polichromia (Ratusz); epitafium z precelkami (XVI w.) (MArchit.); karty do gry (XVI w.) (MHist.).

Polichromia (Ratusz); epitafium z precelkami (XVI w.) (MArchit.); karty do gry (XVI w.) (MHist.).

Jeśli ktoś gustuje w sztuce późniejszej także ma co we Wrocławiu zwiedzać – budynek Ossolineum, barokowa Aula Leopoldina, secesyjne kamienice przy rynku, Hala Stulecia to tylko niektóre atrakcje.

Aula Leopoldina (XVIII w.) (MUniw.)

Aula Leopoldina (XVIII w.) (MUniw.)

Dużo czasu spędziliśmy w muzeach i o nich możemy powiedzieć najwięcej. Z kilku oddziałów Muzeum Miejskiego najbardziej przypadły nam do gustu Muzeum Historyczne w Pałacu Królewskim oraz Muzeum Sztuki Cmentarnej. Pierwsze z nich ma do zaoferowania, oprócz malarstwa i pokaźnych zbiorów rzemiosła artystycznego, także zaaranżowane wnętrza pałacowe. Dodatkowo atrakcją jest już sam Pałac. Z dotarciem do Muzeum Sztuki Cmentarnej, czyli Starego Cmentarza Żydowskiego mieliśmy pewne problemy (zapewne wynikało to z naszej nieznajomości miasta, ale kiepskie oznaczenia też nie pomagały, miejcie zatem oczy szeroko otwarte) jednak samo miejsce wynagrodziło wszystkie trudy. Muzeum Archeologiczne posiada całkiem zgrabne zbiory broni i biżuterii (szkoda tylko, że zbyt często można natknąć się na tabliczkę z napisem „kopia”) natomiast połączone z nim Muzeum Militariów można sobie spokojnie darować (chyba, że jesteście entuzjastami broni z okresu obu wojen światowych i późnych szabli).

Grobowiec w Muzeum Sztuki Cmentarnej.

Grobowiec w Muzeum Sztuki Cmentarnej (XIX w.).

Muzeum Architektury (jedyne w kraju) warto odwiedzić ze względu na relikty architektury romańskiej (wyeksponowane w całkiem ciekawy sposób) oraz gotyckie detale. Sporą część wystawy zajmują obiekty związane z wyposażeniem wnętrz – kafle, witraże a nawet urocza kolekcja klamek i zamków do drzwi, na podstawie której można prześledzić ewolucję tych obiektów 🙂 (przyznajemy, że większą cześć ekspozycji poświęconą architekturze współczesnej ominęliśmy). Plusem tej placówki jest jej siedziba – gotyckie wnętrza dawnego klasztoru bernardynów oraz to, że czynne jest nawet do 19 ^-^. Muzeum Uniwersytetu Wrocławskiego potraktowaliśmy bardziej jako ciekawostkę, ale jesteśmy pod wrażeniem jego nowoczesności (poza tym mają naprawdę ładne bilety ^-^).

Fragment polichromii w Muzeum Archritektury; korona ze Skarbu średzkiego (XIV); manuskrypt stworzony stopą (XVI)

Fragment polichromii (MArchrit.); korona ze Skarbu średzkiego (XIV w.) (MN); manuskrypt stworzony stopą (XVI w.) (MN).

Jedyne co bardzo nas we Wrocławiu rozczarowało to Muzeum Archidiecezjalne (mające, na marginesie, bardzo ciekawe zbiory) – żeby zobaczyć Madonnę Cranacha trzeba dopłacić, etykiety z podpisami to zwykłe wydrukowane kartki przyklejone na taśmę do ściany (z poprawkami długopisem), praktycznie wszyscy autorzy dzieł pozostali niezidentyfikowani. Obowiązkowy pokój papieski zrozumieliśmy, ale ławki do modlitwy w sali ekspozycyjnej kompletnie nas zaskoczyły. Wszystko to zbladło jednak, kiedy z głośników ryknął głos zakazujący robienia zdjęć (jesteśmy historykami sztuki a nie wiemy jak się zachować – tego właśnie się dowiedzieliśmy). Dość obcesowo potraktował nas też pan oprowadzający akurat wycieczkę, zwracając nam uwagę na to, że torby powinny zostać w szatni. Na swoją obronę dodamy, że informacji na temat powyższych zakazów nie otrzymaliśmy, a naklejka z zakazem fotografowania (umieszczona dopiero w którejś z sal) mówiła bardziej o zakazie używania flesza. Nie chciałabym być w skórze złodzieja złapanego tam na gorącym uczynku 🙂

Przyjazne aparaty w MN.

Przyjazne aparaty w Muzeum Narodowym.

O ile inne było odwiedzone zaraz po nim Muzeum Narodowe. Z miejsca podbiło nasze serca przyjaznym dla zwiedzających klimatem (chociaż czasami układ sal grozi dezorientacją). Zbiory sztuki śląskiej i europejskiej są solidne i interesujące, muzeum oferuje także pokaźną kolekcję współczesnej sztuki polskiej. Wprawne oko wyłapie tu mnóstwo niezwykłych okazów, np. portret z mechanizmem poruszającym oczami (XVII w.) czy manuskrypt stworzony stopami przez kalekiego skrybę (XVII w.), mieliśmy też okazję obejrzeć Skarb ze Środy Śląskiej.

Bartholomeus Strobel Mł,, Portret Johanna Vogta (1628) (MN); szafa (XV w.) (MN); epitafium (XVI w.) (MHist.).

Bartholomeus Strobel Mł,, Portret Johanna Vogta (1628) (MN); szafa (XV w.) (MN); epitafium (XVI w.) (MHist.).

Czas spędzony we Wrocławiu zaowocował także, całkiem nieoczekiwanie, licznymi sosrębowymi zdobyczami.

Klamra od pasa; jabłko na piżmo, Michael Scholtz (1685); anioł ze stall kościoła klasztornego Cystersów w Lubiążu,Mathias Steinl (1681 - 1696).

Rozetkowe motywy – klamra od pasa (MArcheo.); Michael Scholtz, jabłko na piżmo (1685) (MN); Mathias Steinl, anioł ze stall kościoła klasztornego Cystersów w Lubiążu (1681-1696) (MN).

P1260904-vert

Polichromie na drewnie (XV i XVI w.) (MHist. i MArchit.)

Nie zabrakło z nami Franka 😉

DSC_0276-horz

Franek pozdrawia z MN.

k.

Trzej żywi, trzej umarli

Motyw spotkania trzech żywych i trzech umarłych był popularny w sztuce i literaturze doby średniowiecza. Razem z motywem Tańca śmierci i Triumfów śmierci wpisywał się w średniowieczną myśl o przemijaniu, której patronowało hasło memento mori. Rozwinął się prawie jednocześnie we Francji, Anglii i Italii w okolicach XIII w., a jego największa popularność przypada na wiek XIV i XV.

Początków motywu upatruje się w Legendzie o trzech umarłych i trzech żywych –  Dit des trois Morts et des trois Vifs – napisanej w XIII w. (1280 r.) przez Baudoina de Condé. Opowieść ta była potem wielokrotnie przerabiana, jednak zasadnicza treść przedstawia się następująco – trzech możnych młodzieńców spotyka trzech zmarłych, którzy napominają ich, aby zwracali większą uwagę na sprawy śmierci i przemijania (w jednej z wersji, dzieje się to w ramach kary za nieodprawianie modlitw za zmarłych). Zmarli są dokładnym odbiciem młodzieńców, podkreślają to słowa, które często wypowiadają zmarli   – Taki jak byłem ja jesteś ty, i takim jakim ja jestem ty zostaniesz.

Chociaż Legenda, tak jak inne tego typu motywy, ma ukazywać kontrast między wspaniałością życia i okropnością śmierci oraz przypominać o równości wszystkich wobec niej, nie przedstawia ludzi skazanych na swój los – jest dialogiem i upomnieniem, daje szansę pod warunkiem okazania skruchy, czym różni się np. od Dance macabre, w którym ludzie zostają porwani do korowodu zmierzającego tylko w jedną stronę.

Miniatura z Dit des trois Morts et des trois Vifs Baudoina de Condé , XIII w.

Polichromia z kościoła w Tuse, 2 poł. XV w.

Bernardo Daddi, XIV w.

Polichromia z Überlingen, XV w.

Polichromia z klasztoru w Subiaco, 2 poł. XIV w.

Psałterz Bony Luksemburskiej, przed 1349.

Godzinki, XV w.

Godzinki Joanny Kastylijskiej I, ok.1500

Godzinki Karola V, XV/XVI w.

 

 

 

k.

Pruskie krzyże relikwiarzowe

O relikwiarzach i krzyżach pisałam już nie raz, mam jednak nadzieję, że macie miejsce na jeszcze jeden wpis o tej tematyce 🙂

W porównaniu z innymi ośrodkami na ziemiach polskich, krzyże relikwiarzowe najchętniej stosowane były na terenach dawnych ziem pruskich (Pomorze Gdańskie, Ziemia Chełmińska i Warmia). Podobne upodobanie do określonego typu relikwiarza możemy zaobserwować np. na południu (Wielkopolska, Małopolska) w postaci relikwiarzy puszkowych. Z ziem pruskich zachowało się dwadzieścia krzyży relikwiarzowych (od końca wieku XVI do połowy XVI). Trzynaście z nich jest obiektami jednorodnymi, pozostałe mają dorobione w czasach późniejszych stopy i trzony. Trzy najstarsze krzyże relikwiarzowe to dzieła z Reszla (zaginiony), Tczewa oraz Torunia.

Krzyż relikwiarzowy z kościoła św. Jakuba w Toruniu, ok. 1400 i ok. 1600.

Krzyż relikwiarzowy z kościoła św. Jakuba w Toruniu, ok. 1400 i ok. 1600.

Konstrukcja średniowiecznych krzyży  pruskich na pierwszy rzut oka jest typowa – wąskie ramiona z treflowymi zakończeniami, puszka na relikwie w awersie i wizerunek Chrystusa na rewersie oraz kształtowana na wzór kielicha stopa. To, co wyróżnia krzyże relikwiarzowe z terenu Prus (a są to zarazem cechy charakterystyczne dla innych dzieł złotniczych np. kielichów) to bogactwo dekoracji i plastyczność formy oraz wysoki poziom wykonania. Stopy nie różnią się wiele od tych stosowanych w kielichach – są  dzielone na sześć pól (na śląsku to np. osiem pól), a podziały te są często zaakcentowane półplastyczną dekoracją. Trzony praktycznie w całości zajmuje nodus kapliczkowy. Oczywiście nodusy takie występują w wielu innych ośrodkach, jednak te pruskie są bardziej rozbudowane, wykonane bardziej kunsztownie i mają zdecydowanie lżejsze formy.  Brzegi ramion zdobi ażurowa koronka z listków i korali, która jest najbardziej rozpoznawalnym motywem pruskich dzieł złotniczych – krzyże z innych ośrodków na ziemiach polskich przeważnie mają proste, pozbawione dekoracji ramiona. W 4. ćw. XIV i 1. poł. XV w. dominuje dekoracja pełnoplastyczna, od 2. poł. natomiast grawerunki. Są one kolejnym wyróżnikiem złotnictwa regionu – w innych częściach Polski i Europy grawerunek był stosowany tylko sporadycznie lub równorzędnie z dekoracją pełnoplastyczną. Zasady konstrukcji i dekoracji obowiązywały z niewielkimi zmianami do połowy wieku XVI.

Krzyż relikwiarzowy z MN w Gdańsku, ok. 1450.

Krzyż relikwiarzowy z kościoła św. Jakuba w Toruniu.

Krzyż relikwiarzowy z kościoła św. Jakuba w Toruniu, ok. 1400 i 1475.

Krzyż krelikwiarzowyz  kościoła św. JAna Chrzciciela w Chojnicach, 2 ćw. XV w.

Krzyż krelikwiarzowyz kościoła św. Jana Chrzciciela w Chojnicach, 2 ćw. XV w.

Krzyż relikwiarzowy z Brodnicy, przed 1343.

Programy ikonograficzne krzyży relikwiarzowych w większości przedstawiają Chrystusa Ukrzyżowanego w otoczeniu ewangelistów i apostołów oraz Marię z Dzieciątkiem w asyście świętych dziewic. W trójlistnych zakończeniach ramion zawsze znajdują się symbole ewangelistów. Czasem na przecięciu ramion w scenie głównej pojawia się Zmartwychwstanie, Tron Łaski czy Baranek Boży. Na stopie czasem Mąż Boleści, Zbawiciel Świata i najpopularniejsi na ziemiach pruskich święci – Jerzy, Piotr i Barbara. Początkowo wzory czerpano z malarstwa tablicowego potem z grafik (głownie Mistrz Baalam, Mistrz Śmierci Marii, Mistrz ES, Martin Schongauer). Prawie jedna trzecia krzyży ma inskrypcje, są to głównie napisy fundacyjne i herby.

Krzyz relikwiarzowy z kościoła KRzyża Św.  w Tczewie.

Krzyż relikwiarzowy z kościoła Krzyża Św. w Tczewie, ok. 1410 (il. za – J. Samek, Polskie rzemiosło średniowieczne, Warszawa 2000)

Złotnictwo pruskie stało na wysokim poziomie od średniowiecza (mam na myśli oczywiście okres, kiedy ziemiami tymi „zaopiekowali” się krzyżacy) aż do  XVIII wieku. Ściąganie osadników (w tym rzemieślników)  z Europy Zachodniej i ożywiony handel nie pozostały bez wpływu na sztukę – dzięki owym kontaktom stosunkowo wcześnie przyjęły się tu wzory gotyckie (romańskie trwały do 2. poł. wieku XIII). Najwięcej złotnictwo pruskie czerpało ze sztuki  nadreńskiej i westfalskiej. Co ciekawe każdy o tym pisze, nikt jednak nie pokusił się o uzasadnienie, w związku z czym czuję się jakbym tylko ja nie wiedziała o tak oczywistych sprawach ^^.  Na pewno ze sztuki niemieckiej przejęto koronkę z wici. Jak się zdaje wpływy widać także w wysokim  poziomie wykonania, plastycznej odlewanej dekoracji oraz stosowaniu przezroczystej emalii na srebrnym reliefie.

Dla porównania - krzyż relikwiarzowy z kościoła św. Kolumby w Kolonii, ok. 1400 (il. za - J. H. Fritz, Goldschmiedekunst der Gotik In Mitteleuropa, München 1982

Dla porównania – krzyż relikwiarzowy z kościoła św. Kolumby w Kolonii, ok. 1400 (il. za – J. H. Fritz, Goldschmiedekunst der Gotik In Mitteleuropa, München 1982)

 

Literatura:

A. Bochnak, J .Pagaczewski, Polskie rzemiosło artystyczne wieków średnich, Kraków 1959

Klejnot w koronie Rzeczypospolitej. Sztuka zdobnicza Prus Królewskich. T. 1 i 2, red. Czesława Betlejewska, Gdańsk 2006

J. Samek, Polskie rzemiosło artystyczne. Średniowiecze, Warszawa 2000

K. Szczepkowska-Naliwajek, Złotnictwo gotyckie Pomorza Gdańskiego, Ziemi Chełmińskiej i Warmii, Wrocław 1987

 

k.

 

Łowcy na szlaku-Toruń

Potrzebujesz książki, a jedyny dostępny w kraju egzemplarz jest w Toruniu? Czyli jedziemy na kwerendę 🙂

Toruń – to jedno z najstarszych miast założonych przez krzyżaków (drugie po Chełmnie). Dzięki swojemu dogodnemu położeniu szybko stało się ważnym ośrodkiem handlu i co za tym często idzie – sztuki. Gościło w swoich murach kupców i rzemieślników z różnych zakątków Europy, zwłaszcza z Westfalii i Nadrenii. Członkostwo w Hanzie i kontakty rycerzy zakonnych (oraz późniejsze przywileje po włączeniu miasta do ziem polskich) sprawiły, że Toruń rozwijał się aż miło i swoją wysoką pozycję zachował aż do XVIII w.

gotyk

Gotyk za kilometr ^^

Toruń reklamuje się hasłem gotyk na dotyk i jest to slogan jak najbardziej trafiony – zespół staromiejski zachował niemal całkowicie swój średniowieczny układ. Zasłużył tym samym na wpisanie na listę UNESCO i Europejski Szlak Gotyku Ceglanego. Obok kościołów, ratusza staromiejskiego i ruin zamku krzyżackiego po mieście pełno rozsianych jest fragmentów obwarowań, baszt, kamienic i spichrzów co robi duże wrażenie.

Ul .Ciasna, Toruń.

Ul. Ciasna, Toruń.

Krzywa Wieża, Toruń.

Niestety z powodu tradycyjnych opóźnień na kolei i czasu spędzonego w bibliotece uniwersyteckiej (swoją drogą – jakkolwiek system dość skomplikowany to pani z informacji  jest pomocna i można korzystać bez strachu) nie zdążyliśmy zobaczyć wszystkiego (przyznajemy – nie starczyło czasu na muzeum, wstyd i hańba! ^^).  Pierwszym punktem wycieczki były pierniczki (wiem, że można je kupić już wszędzie, ale nigdzie nie smakują tak jak w Toruniu 🙂 ) i apteka (pamiętajcie – wygodne buty na długie wyprawy to podstawa).

Zaraz potem kościoły – Wniebowzięcia NMP, św. Janów i św. Jakuba. Ich budowa trwała od XIII do końca XV wieku, wszystkie należą do najważniejszych przykładów architektury ceglanej z krajów nadbałtyckich. Ich forma oddziaływała na budowle innych ośrodków – wciągnięte do wnętrza przypory i detal architektoniczny z kościoła NMP widoczne są np w gdańskiej bazylice mariackiej i kościele św. Trójcy. Zachowało się sporo ich oryginalnego wyposażenia (przy czym część znajduje się obecnie w muzeach, a część została przeniesiona do kościoła św. Jana), to co jednak jest w ich wnętrzach najcenniejsze to całe zespoły średniowiecznych polichromii szczęśliwie zachowanych pod późniejszymi tynkami. Niestety dobra passa opuściła nas po kościele mariackim i następne wnętrza mogliśmy podziwiać już tylko zza krat – połowa św. Janów była zastawiona rusztowaniami, druga połowa zamknięta na kłódkę, natomiast św. Jakub ma wyznaczone godziny zwiedzania i mogliśmy jedynie przeciskać swoje głowy przez szczeliny między kutymi wiciami z minami dzieci przed zamkniętą cukiernią.

Kościół Wniebowzięcia NMP, Toruń.

Kościół Wniebowzięcia NMP – polichromie.

Kościół Wniebowzięcia NMP – krucyfiks, XV/XVI w.

Kościół św. Janów, Toruń.

Kościół św. Janów, Toruń.

Kościół św. Janów, Toruń.

Kościół św. Janów – polichromia z Arbor Vitae i Drzewem Jessego, ok. 1380-90.

http://pl.wikipedia.org/wiki/Plik:Piekna_Madonna_Torunska.JPG

Kościół św. Janów – Piękna Madonna (kopia) i Mojżesz ok. 1390.

Kościół s. Janów – Maria Magdalena unoszona przez anioły, pocz. XV w.

Kościół św. Jakuba, Toruń.

Kościół św. Jakuba, Toruń.

Kościół św. Jakuba, Toruń.

Kościół św. Jakuba- polichromia z Marią z Dzieciątkiem, św. Dorotą i Sebastianem, pocz. XVI w.

Kościół św. Jakuba – Arbor Vitae

Na osłodę zostały ruiny zamku (byłyśmy prawie przekonane, że widziałyśmy ducha krzyżaka, niestety był to tylko odbity w szybie manekin w zbroi ^^’), mury miejskie i tyle gotyckich kamienic i spichrzów ile zdołaliśmy ogarnąć. Ciekawy był także neogotycki budynek więzienia (niech was nie zwiedzie romantycznie opleciony na nim bluszcz – używany jest do dziś) i renesansowe Collegium Maximum UMK.

Spichlerz

Spichlerz przy ul. Ciasnej, Toruń.

Wszędzie się ten gotyk wpycha :)

Wszędzie się ten gotyk wpycha 🙂

Drużyna Łowców wzbogaciła się także o nowego członka – Franka Uśmiechniętą Łyżkę.

franek

(Chcieliśmy też podziękować naszemu tajnemu agentowi Ewie, która dzielnie pełniła rolę przewodnika 🙂 )

k.

Relikwiarze – ewolucja form

Ufff, już po wszystkim. Wracamy i obiecujemy już was nie zaniedbywać :)(Naprawdę ostatni wpis był w marcu? Naprawdę? ^^’)

Pierwsze relikwiarze wczesnochrześcijańskie kształtami nawiązywały do skrzynek i puszek oraz sarkofagów (zgodnie z postrzeganiem relikwiarzy jako grobów dla świętych szczątków). Relikwiarze owe były funkcjonalne i miały przeważnie niewielkie rozmiary. Ikonografia odpowiadała formom stosowanym w rzeźbie sepulkralnej i malarstwie ściennym, a tematy nie odnosiły się bezpośrednio do zawartości relikwiarza.

Pyxis ze sceną męczeństwa św. Menasa, Aleksandria, VI w.

W okresie przedromańskim dominowały cztery podstawowe typy – puszka, skrzynka, ampułka i krzyż. Od VII do IX w. stosowano też relikwiarze w kształcie ampułek i sakw pielgrzymich, cruces gemmatae oraz niewielkie relikwiarze osobiste – zawieszki i enkolpiony.

Ampułka ze św. Sergiuszem, Bizancjum, VII w.

Relikwiarz sakwowy z Enger, IX w.

Relikwarz św. Conalla, Irlandia, VII-VIII w.

W okresie romańskim najpopularniejszymi formami były ołtarze przenośne, relikwiarze mówiące (odwzorowujące kształt relikwii) i antropomorficzne (figury z niszą na relikwie w tyle głowy lub na plecach) oraz wciąż popularne krzyże. W okresie dojrzałego romanizmu przeważały relikwiarze skrzyniowe. Wśród nich dominowały wyroby mozańskie i nadreńskie. Relikwiarze te charakteryzowały się dużymi rozmiarami, bogactwem dekoracji oraz precyzją wykonania, były to wyroby prestiżowe, na które mogli pozwolić sobie nieliczni. Ich przeciwieństwem były relikwiarze wykonywane w Limoges – produkowane seryjnie niewielkie skrzynki na nóżkach, kryte dwuspadowym daszkiem z ażurową galeryjką na szczycie. Były one stosunkowo niedrogie, barwne i efektowne, posiadały też usystematyzowany program ikonograficzny, co wpłynęło na ich popularność – znaleźć je można było we większości europejskich kościołów.

Relikwiarz św. Fides, Conques, IX-X w.

Relikwiarz św. Andrzeja, Trewir, przed 993 r.

Krzyż Lotara, Aachen, k. X w.

Relikwiarz Trzech Króli, Mikołaj z Verdun, Kolonia, 1180-1230 r.

Relikwiarz z Trzema Mariami u grobu, Limoges, 1200-1210.

Często na relikwiarze adaptowano również przedmioty o pierwotnie innym przeznaczeniu. Mogła nim zostać szkatułka, strusie jajo, olifant (róg z kości słoniowej), antyczne i bizantyjskie naczynia złotnicze lub wazy i flasze z kryształu. Jedynym kryterium był drogocenny i rzadki materiał oraz precyzja wykonania.

Relikwiarz św. Korduli, X w. Kamień Pomorski, kopia.

Romańskie relikwiarze miały zasadniczo mało zróżnicowane formy. Nie informowały o rodzaju i wielkości przechowywanych w nich relikwii, ani o tym do jakich świętych należały (z wyjątkiem relikwiarzy mówiących). Szczątki w nich zamknięte, na co dzień niewidoczne dla wiernych, wyjmowane były tylko wyjątkowo. Inaczej niż w przypadku relikwiarzy powstałych w kręgu Kościoła wschodniego, gdzie relikwie były prezentowane wiernym znacznie częściej, a relikwiarze wyposażane w otwierane lub przeszklone wieko. Cecha, która łączy wszystkie wczesnośredniowieczne relikwiarze to kosztowne materiały oraz bogate zdobienia.

Stauroteka Limburska, Bizancjum, ok. 960 r.

W okresie dojrzałego średniowiecza formy relikwiarzy uległy znacznemu zróżnicowaniu. Upowszechniły się relikwiarze antropomorficzne, odzwierciedlające kształtem części ciała oraz ostensoria z przezroczystymi pojemnikami, pozwalającymi na oglądanie partykuł. Popularne były posążki świętych i relikwiarze sceniczne, często pojawiały się nastawy ołtarzowe z relikwiami, poliptyki oraz obrazy tablicowe z ramami relikwiarzowymi i klejnoty osobiste z relikwiami (pierścienie, zawieszki, zapony, pektorały, medaliony). Niezmiennie popularne były także krzyże.

Relikwiarz św. Doroty, Wrocław, ok. 1410 r.

Relikwiarz komtura Dagistra von Lorich, Prusy, 1388 r.

Relikwiarz Krzyża Św., Francja, 1390–97 r.

Nastawa ołtarzowa, Naddo Ceccarelli, Siena, ok. 1350 r.

Relikwiarz z kryształu, Niderlandy, 1470 i ok. 1500 r.

 

Relikwiarze gotyckie różniły się wielkością, wyglądem i materiałem. Odzwierciedlały anatomiczne pochodzenie relikwii i osobę świętego, a programy ikonograficzne zostały uproszczone i stały się bardziej uniwersalne. Relikwiarze były też teraz w większości wyrobami miejscowymi, więcej było także gotowych projektów, wyrobów oraz elementów dekoracyjnych. Na ich wygląd wpływ miał również masowy napływ wyrobów zrabowanych w Bizancjum podczas wypraw krzyżowych oraz wydany na soborze laterańskim IV w 1215 r. zakaz ich wystawiania poza relikwiarzami – wpłynęło to na masowe stosowanie wzierników i ostensoriów.

 

Literatura: K. Szczepkowska-Naliwajek, Relikwiarze średniowiecznej Europy od IV do początku XVI wieku. Geneza, treści, styl i techniki wykonania, Warszawa 1996; M. Starnawska, Świętych życie po życiu. Relikwie w kulturze religijnej na ziemiach polskich w średniowieczu, Warszawa 2008

 

k.

 

Baby pruskie

Pruskie baby są częścią szerokiej rodziny tzw. kamiennych bab – antropomorficznych bloków skalnych lub posagów znajdowanych na obszarze Azji i Europy Wschodniej. Nasze baby znajdowane były na dawnych ziemiach pruskich, głównie w okolicach Iławy i Bartoszyc. Do tej pory odnaleziono 21 posągów. Wzmiankowane są już w XVIII w., ale prawdziwe zainteresowanie wzbudziły pod koniec XIX w. Wtedy też większość z bab była przenoszona do jednostek muzealnych, głównie do gdańskiego Westpreussisches Provinzialmuseum i królewieckiego Musseum Prussia (dzisiaj baby z rejonu Iławy,  z Bronowa, Gałdowa, Mózgowa i Susza znajdują się przed Muzeum Archeologicznym w Gdańsku, 2 znajdują się na skwerze w Bartoszycach, rzeźbę z Barcian można oglądać przy Muzeum Warmii i Mazur w Olsztynie, posąg z Bratiana na dziedzińcu Ratusza Staromiejskiego w Toruniu, a jedna z nich została wmurowana w ścianę kościoła w Prątnicy).

Pruskie baby zostały wykonane z granitowych polnych kamieni, ich wysokość waha się od 1 do 2 m. Wykorzystywano kamienie, które już z grubsza przypominały postać ludzką i nie wymagały większej obróbki. Na stronie przedniej w płaskim reliefie wykuwano sumaryczną twarz, ręce trzymające atrybuty (róg, miecz, tasak) i nogi, sporadycznie dodawano szczegóły (pas, naszyjnik, kołczan) czy kontur postaci ludzkiej na boku.

Baba pruska z Mózgowa.

Baba pruska z Susza.

Baba pruska z Bartoszyc, tzw. Bartel.

Baba pruska z Barcian.

Pruskie baby są niezwykle tajemnicze – nie wiadomo kiedy powstały, jaką pełniły funkcję ani skąd się wzięły. Datuje się je szeroko od neolitu aż do XIV w., jednak większość zawęża ten okres do VIII-XII w. Także pomysłów na ich interpretację jest tyle ilu badaczy. Uważa się, że mogły to być przedstawienia pruskich bóstw, zasłużonych wojowników lub kapłanów. Może składano przed nimi ofiary lub stawiano na grobach lub zamiast nich, może miały ułatwiać kontakty śmiertelników z bóstwami albo reprezentować pokonanych wrogów, może były rzeźbami pokutnymi albo pełniły funkcję kamieni granicznych. Według jednej z tez miały nawet powstać na zlecenie krzyżaków lub być przez nich wtórnie wykorzystywane jako stereotypowy wizerunek pogan, natomiast folklor widzi w nich osoby zaklęte w kamień za przewinienia.

Pruskie baby czasami są łączone z południowym pobrzeżem Bałtyku. Jednak na ogół uważa się, że przywędrowały na Prusy z Azji przez Ukrainę, Podole i Pohucie. Najwięcej znajdowano ich bowiem właśnie na stepie euroazjatyckim. Z babami azjatyckimi i ukraińskimi łączy je zbliżone do rzeźby pełnej opracowanie, frontalne ujęcie figury oraz gest. Jednak baby z innych obszarów są opracowane bardziej plastycznie i pojawia się na nich więcej ornamentów. Przy całej różnorodności szczegółów rzeźbiarskiego opracowania nie da się jednak nie zauważyć schematów i wspólnych koncepcji łączących tego typu przedstawienia. I pomimo, że  rzeźby te powstawały niezależnie od siebie we wielu miejscach, można zastanowić się nad ewentualnymi wspólnymi wzorcami kulturowymi i religijnymi, które nakazywały ich wznoszenie.

Baba z Rumunii, neolit.

Baby scytyjskie z Ukrainy, VI-V w.p.n.e.

Baba połowicka, XI w.

(Ciekawą inicjatywą wykazał się Olsztyn, wystawiając jako atrakcję turystyczną w sezonie letnim masę pruskich bab we współczesnym wydaniu :))

k.